Przeczytałem niedawno „Gomorę” A. Nowaka i S. Obirka, i pozostawiła mnie ona z przekonaniem, że albo polski Kościół Katolicki jest na etapie Tupolewa ścinającego wierzchołki drzew, albo jest już na etapie wbijania się w brzozę. Nie jest to może zbyt elegancka metafora, ale wydaje mi się uzasadniona z wielu przyczyn. Pilot sterroryzowany wspomnieniem Lecha Kaczyńskiego naciskającego na lądowanie w Gruzji i mówiącego „Jeśli ktoś decyduje się być oficerem, to nie powinien być lękliwy”, człowieka niemającego pojęcia o lotnictwie, ale absolutnie przekonanego o swojej wyższości, mocnego urzędem, ale nie charakterem i wiedzą. Lekceważenie procedur. Pilot, który nawet nie powinien zasiadać za sterami samolotu. Lekceważenie otoczenia i warunków zewnętrznych, które nie pozwalały nawet na myśl o lądowaniu. Lekceważenie sygnałów ostrzegawczych. Buta, pycha, arogancja i strach. I katastrofa, która na zawsze zmieniła polską scenę polityczną. Po dołożeniu sobie książki „Sakrament obłudy” Roberta Samb...