Przejdź do głównej zawartości

O. Szustak, homoseksualizm i grzech

Obejrzałem rozmowę Karola Paciorka z o. Adamem Szustakiem na kanale Imponderabilia. Wśród wielu poruszanych tematów znalazł się temat homoseksualizmu. Od razu dwa zastrzeżenia:

1)     pominę specyficzny język Kościoła i kwestię rozważań nad słowem „naturalne”, nadmienię jednak, że mam wrażenie, że język kościelnej hierarchii (każdego stopnia) jest czymś, co paradoksalnie tworzy największy mur między Kościołem instytucjonalnym a wiernymi (mniej czy bardziej zaangażowanymi). Paradoks polega na tym, że (patrząc na statystyki dotyczące udziału wiernych w życiu Kościoła) mur ten jest największy w przypadku roczników, które przechodziły przez nawet 12 lat nauczania religii w szkołach;

2)     pominę punkt widzenia osób niewierzących i niekatolików, ponieważ wychodzę z założenia, że nie muszą mieć żadnych oczekiwań wobec nie swojego Kościoła, za to od państwa mogą wymagać skutecznego egzekwowania konstytucyjnego rozdziału państwa od Kościoła (też się go domagam, ale mam również oczekiwania wobec Kościoła, bo jestem nadal jego członkiem).

Szustak bardzo rozgraniczył orientację homoseksualną od seksu homoseksualnego (który kategoryzuje jako grzech), co jest zgodne z Katechizmem Kościoła Katolickiego. Szustak wyszedł trochę poza ramy nakreślone przez KKK, [1] dopuszczając („nawet”), że w związkach homoseksualnych jest miłość. W kontekście tego, co o osobach LGBT mówią inni księża i hierarchowie kościelni, sposób mówienia Szustaka o osobach homoseksualnych sytuuje go w progresywnej części Kościoła i nie powiem, żeby to dobrze świadczyło o polskim Kościele.

Niedawno w Niemczech i Austrii księża, wbrew Watykanowi, błogosławili parom homoseksualnym. W Polsce mamy Adama Szustaka dopuszczającego myśl o tym, że w związkach homoseksualnych może być miłość, ale jego wypowiedź (również w sposobie mówienia o osobach homoseksualnych) stoi całe nieba wyżej niż pierdolenie o ideologii LGBT i tęczowej zarazie. Kocham nagrania z protestów strajku kobiet w Krakowie, ponieważ skandowane na nich hasło „Jędraszewski, wypierdalaj” to wszystko, co mam ochotę mu powiedzieć po jego wypowiedziach o LGBT. Z Szustakiem mógłbym rozmawiać, ponieważ, mimo, że się nie zgadzam z nim w ocenie seksu homoseksualnego (o czym dalej), to jego wypowiedź nie dehumanizuje osób homoseksualnych. Wypowiedź Jędraszewskiego to zatrzaśnięcie drzwi nawet nie przed LGBT, tylko zamknięcie nam tych drzwi na twarzach.

W kwestii odkrywania homoseksualności i swojej orientacji generalnie, myślę, że Karol Paciorek bardzo dobrze kontrował Szustaka i nie zajmę się tym w tym miejscu – powiem tylko, że kwestia seksualności przerasta księży. A to nie jest fizyka kwantowa, co więcej, księża z zasady mają zajmować się np. spowiedzią, z zasady powinni wiedzieć, o czym ludzie do nich mówią. A mam wrażenie, że formacja księży wygląda tak, że w efekcie nie mają oni zielonego pojęcia o życiu w związku, o miłości, o seksualności, o płci (zarówno biologicznej, jak i kulturowej). Tu jest za dużo wątków do rozwinięcia, więc odsuwam to na bok. Przepraszam też osoby biseksualne za ich brak w tym tekście, ale wasze istnienie jest dla KK taką abstrakcją, że księża o was zapomnieli w swoim nauczaniu.

Szustak wskazał, że nauczanie KK dotyczące homoseksualizmu jako grzechu wynika z listu św. Pawła do Rzymian – „Podobnie też i mężczyźni, porzuciwszy normalne współżycie z kobietą, zapałali nawzajem żądzą ku sobie, mężczyźni z mężczyznami uprawiając bezwstyd i na samych sobie ponosząc zapłatę należną za zboczenie” (Rz 1, 27). [2] Dodał jednak, co jest w sumie ważne, że św. Paweł w liście do Rzymian przedstawił cały katalog grzechów – „Pełni są też wszelakiej nieprawości, przewrotności, chciwości, niegodziwości. Oddani zazdrości, zabójstwu, waśniom, podstępowi, złośliwości; potwarcy, oszczercy, nienawidzący Boga, zuchwali, pyszni, chełpliwi, w tym, co złe - pomysłowi, rodzicom nieposłuszni, bezrozumni, niestali, bez serca, bez litości.” (Rz 1, 29-31). Katalog grzechów znalazł się również w liście św. Pawła do Koryntian – „Czyż nie wiecie, że niesprawiedliwi nie posiądą królestwa Bożego? Nie łudźcie się! Ani rozpustnicy, ani bałwochwalcy, ani cudzołożnicy, ani rozwięźli, ani mężczyźni współżyjący z sobą, ani złodzieje, ani chciwi, ani pijacy, ani oszczercy, ani zdziercy nie odziedziczą królestwa Bożego.” (1 Kor 6, 9-10).

Seks homoseksualny jest więc w tym ujęciu grzechem – tak jak zazdroszczenie sąsiadowi nowego samochodu, kłótnia w kolejce w sklepie, chciwość, pycha… Ten fragment Pisma Świętego jest więc dość obusiecznym mieczem, ponieważ gdy się go czyta w połączeniu ze słowami Chrystusa - „Nie sądźcie, abyście nie byli sądzeni. Bo takim sądem, jakim sądzicie, i was osądzą; i taką miarą, jaką wy mierzycie, wam odmierzą. Czemu to widzisz drzazgę w oku swego brata, a belki we własnym oku nie dostrzegasz?” (Mt 7, 1-3) - to równie dobrze można powiedzieć dowolnej osobie duchownej mającej problem z dobrowolnym seksem dwóch dorosłych osób tej samej płci, że możemy o tym pogadać w konfesjonale, a poza konfesjonałem to pilnuj ksiądz swojego nosa, swoich grzechów, swojej belki w oku. Bo nie ma osoby, która nie miałaby na sumieniu ani jednego z wymienionych u św. Pawła grzechów. A gdy ktoś próbuje mówić, że cytat ze świętego Pawła jest argumentem przeciwko legalizacji związków osób tej samej płci, to zawsze można zapytać o delegalizację złośliwości, kłótni i zazdrości.

Osobiście uważam, że uznawanie seksu homoseksualnego za grzech to spuścizna kulturowa po naszych starszych braciach i siostrach w wierze. A czasy się zmieniają, zmienia się też Kościół – zmienia się cały czas mniej więcej od śmierci Jezusa i przyjęcie naukowego dyskursu w kwestii homoseksualizmu, a także uznanie związków par jednopłciowych za pełnoprawne, wstrząśnie nim mniej więcej tak jak rezygnacja z obrzezania. Swoją drogą, rezygnacja z obrzezania nastąpiła, gdy pierwsi chrześcijanie wyszli swoją nauką poza świat żydowski i zaczęli się zastanawiać, czy obrzezanie jest na pewno tak ważne i czy należy go wymagać od nie-Żydów. I doszli do wniosku, że nie trzeba, bo jest to (skracam tutaj i parafrazuję) kwestia przynależności do pewnej kultury, a nie kwestia wiary.

Wracając, związki. Zabrakło mi pytania Paciorka o to, czemu Kościół Katolicki ma taki problem z legalizacją (w sensie uwzględnienia w polskich systemie prawnym) związków między osobami tej samej płci. Pomijając rzecz oczywistą, czyli to, że KK owszem, może się wypowiadać o zmianach w prawie, ale politycy nie powinni powoływać się na KK i mają obowiązek pilnować konstytucyjnego rozdziału państwa od Kościoła.

Legalizacja związków osób tej samej płci nie ma żadnego wpływu na KK. Kościół może mieć wymagania wobec swoich wyznawców, ale nie wobec wszystkich obywateli państwa. Co więcej, w ujęciu Szustaka jest teoretycznie możliwy zalegalizowany związek osób tej samej płci, w którym nawet nie ma grzechu. I wiem, co by powiedział – że w ujęciu KK małżeństwo jest po to, żeby były dzieci. [3] I nie wdając się w dyskusję o tym, że pary homoseksualne mają dzieci i je wychowują (również w Polsce), zapytałbym w tym momencie, czemu w takim razie KK akceptuje definicję małżeństwa zawartą w Kodeksie Rodzinnym i Opiekuńczym, w której nie ma ani słowa o rozmnażaniu się. Skoro małżeństwo jest po to, żeby osoba A i osoba B miały dzieci, a KK chce, żeby jego wizja świata była ujęta w prawie, to bądźmy konsekwentni – jeżeli nie legalizujemy związków homoseksualnych, ponieważ dwóch mężczyzn lub dwie kobiety nie mogą fizycznie mieć wspólnego dziecka, [4] to wprowadźmy zakaz małżeństw dla bezpłodnych, zakaz małżeństw dla kobiet po menopauzie i tak dalej. Absurdalne, nie?

Generalnie taki głos, jak głos Szustaka, w kwestii akceptacji dla osób homoseksualnych w polskim Kościele jest ważny. Ze względu na popularność Szustaka, to mimo jego bardzo konserwatywnego spojrzenia, jest to głos przesuwający „okno Overtona”. Osoby homoseksualne mające potrzebę wiary i uczestniczenia w życiu KK mogą jedynie liczyć na to, że tacy księża (i ich wychowankowie), będą potrafili wyjąć głowę z dupy i potraktować osoby homoseksualne nie jako obcych najeźdźców (Jędraszewski, wypier…), ale jako członków tego samego Kościoła. Że będzie z kim rozmawiać o osobach homoseksualnych w Kościele i że wierzące osoby homoseksualne będą spotykać w KK więcej osób, przed którymi będą mieli ochotę zrobić coming out. Że będą nie tylko kajać się i przepraszać za to, że istnieją, ale swoją obecnością i coming outami zmuszą Kościół do rewizji nauczania. I to już się dzieje, chociaż niekocenie w Polsce – błogosławienie parom homoseksualnym przez niemieckich duchownych nie wzięło się znikąd.

Można też z Kościoła wystąpić. Ale jeżeli ktoś ma żywą potrzebę wiary i czuje się kulturowo związany z tą konkretną religią (czyli na przykład nie umie łatwo przejść do protestantów), to można próbować. Spotkałem w życiu kilka bardzo wierzących osób – żadna z nich nie miała problemu z moim coming outem. Żadna z nich nie „położy się Rejtanem” w moim imieniu przed Jędraszewskim – ale gdy ja to zrobię, to ramach solidarności może dołączą.

 

[1]

Swoją drogą, KKK ma prawie 30 lat i we fragmentach poświęconym homoseksualizmowi bardzo to widać, ponieważ nie dość, że są to straszne słowa pod względem ich znaczenia, ale też są to słowa brzmiące strasznie. Katechizm Kościoła Katolickiego:

2357. Homoseksualizm oznacza relacje między mężczyznami lub kobietami odczuwającymi pociąg płciowy, wyłączny lub dominujący, do osób tej samej płci. Przybierał on bardzo zróżnicowane formy na przestrzeni wieków i w różnych kulturach. Jego psychiczna geneza pozostaje w dużej części nie wyjaśniona. Tradycja, opierając się na Piśmie świętym, przedstawiającym homoseksualizm jako poważne zepsucie, zawsze głosiła, że „akty homoseksualizmu z samej swojej wewnętrznej natury są nieuporządkowane". Są one sprzeczne z prawem naturalnym; wykluczają z aktu płciowego dar życia. Nie wynikają z prawdziwej komplementarności uczuciowej i płciowej. W żadnym wypadku nie będą mogły zostać zaaprobowane.

2358. Znaczna liczba mężczyzn i kobiet przejawia głęboko osadzone skłonności homoseksualne. Osoby takie nie wybierają swej kondycji homoseksualnej; dla większości z nich stanowi ona trudne doświadczenie. Powinno się traktować je z szacunkiem, współczuciem i delikatnością. Powinno się unikać wobec nich jakichkolwiek oznak niesłusznej dyskryminacji. Osoby te są wezwane do wypełniania woli Bożej w swoim życiu i - jeśli są chrześcijanami - do złączenia z ofiarą krzyża Pana trudności, jakie mogą napotykać z powodu swojej kondycji.

2359. Osoby homoseksualne są wezwane do czystości. Dzięki cnotom panowania nad sobą, które uczą wolności wewnętrznej, niekiedy dzięki wsparciu bezinteresownej przyjaźni, przez modlitwę i łaskę sakramentalną, mogą i powinny przybliżać się one - stopniowo i zdecydowanie - do doskonałości chrześcijańskiej.

 [2]

Wrzucę to też w szerszym kontekście: „Albowiem od stworzenia świata niewidzialne Jego przymioty - wiekuista Jego potęga oraz bóstwo - stają się widzialne dla umysłu przez Jego dzieła, tak że nie mogą się wymówić od winy. Ponieważ, choć Boga poznali, nie oddali Mu czci jako Bogu ani Mu nie dziękowali, lecz znikczemnieli w swoich myślach i zaćmione zostało bezrozumne ich serce. Podając się za mądrych stali się głupimi. I zamienili chwałę niezniszczalnego Boga na podobizny i obrazy śmiertelnego człowieka, ptaków, czworonożnych zwierząt i płazów. Dlatego wydał ich Bóg poprzez pożądania ich serc na łup nieczystości, tak iż dopuszczali się bezczeszczenia własnych ciał. Prawdę Bożą przemienili oni w kłamstwo i stworzeniu oddawali cześć, i służyli jemu, zamiast służyć Stwórcy, który jest błogosławiony na wieki. Amen. Dlatego to wydał ich Bóg na pastwę bezecnych namiętności: mianowicie kobiety ich przemieniły pożycie zgodne z naturą na przeciwne naturze. Podobnie też i mężczyźni, porzuciwszy normalne współżycie z kobietą, zapałali nawzajem żądzą ku sobie, mężczyźni z mężczyznami uprawiając bezwstyd i na samych sobie ponosząc zapłatę należną za zboczenie. A ponieważ nie uznali za słuszne zachować prawdziwe poznanie Boga, wydał ich Bóg na pastwę na nic niezdatnego rozumu, tak że czynili to, co się nie godzi.” (Rz 1, 20-28).

 [3]

Katechizm Kościoła Katolickiego: 1604 (…) Miłość małżeńska, którą Bóg błogosławi, jest przeznaczona do tego, by była płodna i urzeczywistniała się we wspólnym dziele zachowywania stworzenia: "Bóg im błogosławił, mówiąc do nich: <<Bądźcie płodni i rozmnażajcie się, abyście zaludnili ziemię i uczynili ją sobie poddaną>>" (Rdz 1, 28). 

[4]

Omijam kwestię osób transpłciowych i to z premedytacją, nie wejdę w tym miejscu w nauczanie KK dotyczące osób transpłciowych, ponieważ do tego poziomu absurdu potrzebuję większej ilości alkoholu niż obecnie posiadam. O matko, nie, nie dziś.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

„Najtrudniej było zobaczyć znaki od Boga w samym zgromadzeniu”, czyli o zakonnicach i przemocy

1.       SYSTEM W przypadku ukrywania pedofilii w Kościele, mówimy o systemie. O systemie pisze Martel w „Sodomie”, o systemie piszą Obirek i Nowak. O formacji seminaryjnej, która jest jedną z patologii tego systemu, napisał w „Sakramencie obłudy” Robert Samborski i wspominał o tym w „Kamieniu węgielnym” Krzysztof Charamsa. Mam jednak wrażenie, że możemy mówić o jeszcze jednym systemie w obrębie Kościoła Katolickiego – o spirali przemocy i patologii w zakonach żeńskich. Trochę sprowokował mnie   artykuł Jadczaka i Farona ( TUTAJ ) o zakonnicach znęcających się nad podopiecznymi w prowadzonym przez nie Domu Pomocy Społecznej. Oczywiście patologie dotyczą też „cywilnych” DPS, ale n ie będę tu pisać o patologii w systemie opieki społecznej w Polsce, ale o patologicznym świecie, w którym formowane są zakonnice – zakonnice prowadzące (liczby za „Zakonnice odchodzą po cichu”) 372 przedszkola, 50 różnego typu zakładów opiekuńczych i 160 domów pomocy społecznej...

Jak podejrzany o molestowanie guru sekty został proboszczem w Ukrainie

10 października 2007 roku doszło do eksmisji "zbuntowanych zakonnic" z klasztoru betanek w Kazimierzu Dolnym. Eksmisję minuta po minucie opisała Wyborcza (wszystkie linki na dole). Ale historia zaczyna się dużo wcześniej. Od razu uprzedzam, że pojawią się wątki dotyczące molestowania. O samych betankach nie będzie dużo. Będzie o ich guru. Rok 2002. Co się wtedy działo, opisał M. Dzierżanowski we "Wprost", a WP.pl opisuje, co on opisał. Do prowincjała franciszkanów konwentualnych o. Kazimierza Malinowskiego przychodzi zakonnica i dziewczyna związana z klasztorem betanek. Opowiadają, co się dzieje w zgromadzeniu. "Z ich relacji wynikało, że w trakcie tzw. kierownictwa duchowego zakonnik miał w nachalny sposób dotykać kobiety, twierdząc, że otwiera je tymi gestami na miłość Chrystusa. Wówczas obie nie przedstawiały tego jako formy seksualnego napastowania. <Mimo to zachowanie o. Romana bardzo mnie zaniepokoiło. W efekcie wydałem mu całkowity zakaz jakichkolwiek...