1. SYSTEM
W przypadku ukrywania pedofilii w Kościele,
mówimy o systemie. O systemie pisze Martel w „Sodomie”, o systemie piszą Obirek
i Nowak. O formacji seminaryjnej, która jest jedną z patologii tego systemu,
napisał w „Sakramencie obłudy” Robert Samborski i wspominał o tym w „Kamieniu węgielnym”
Krzysztof Charamsa.
Mam jednak wrażenie, że możemy mówić o jeszcze jednym systemie w obrębie Kościoła Katolickiego – o spirali przemocy i patologii w zakonach żeńskich. Trochę sprowokował mnie artykuł Jadczaka i Farona (TUTAJ) o zakonnicach znęcających się nad podopiecznymi w prowadzonym przez nie Domu Pomocy Społecznej. Oczywiście patologie dotyczą też „cywilnych” DPS, ale nie będę tu pisać o patologii w systemie opieki społecznej w Polsce, ale o patologicznym świecie, w którym formowane są zakonnice – zakonnice prowadzące (liczby za „Zakonnice odchodzą po cichu”) 372 przedszkola, 50 różnego typu zakładów opiekuńczych i 160 domów pomocy społecznej, 55 domów dziecka i 5 domów samotnej matki. Same siostry prezentki (te od artykułu Jadczaka i Farona) mają trzy przedszkola, rodzinny dom dziecka i dwie szkoły z internatem.
2.
NIEWOLNICE
Idąc od ogółu do szczegółu, w „Kościele
kobiet" Zuzanna Radzik opisuje ogólną pozycję kobiet w KK, a więc też
sytuację zakonnic. Zaczynając od Soboru Watykańskiego II: „Siostry zakonne,
reprezentujące osiemdziesiąt procent całej społeczności zakonnej na świecie,
nie miały możliwości uczestniczenia w dyskusjach dotyczących Perfectae Caritas,
dokumentu soborowego mówiącego o życiu zakonnym, który bezpośrednio ich
dotyczył". Radzik przytacza statystyki: w 2011 roku było 355 nowicjuszek,
20 lat wcześniej około 1200. W 2020, 5 lat po pierwszym wydaniu „Kościoła
kobiet", nowicjuszek było 147. Radzik pyta przy piwie znajomych zakonników
o powód takiego spadku powołań: „<To proste, nie chcą być niewolnicami> -
mówią zgodnie. <A kto u was pierze i gotuje, też macie swoje niewolnice?>
- pytam. Spuszczają wzrok i przytakują.".
Radzik w końcówce rozdziału o zakonnicach
pisze: „(...) łatwiej dodzwonić się do Puny i Manili albo pogadać o feminizmie
z zakonnicą wykładowczynią z amerykańskiego uniwersytetu niż zrobić to samo w
Polsce (...) Kiedy zaczynam mówić, że chciałabym o tym napisać, trudno jest coś
usłyszeć nawet off the record. (...) nawet na anonimową wypowiedź potrzebują
zgody przełożonej." Od tego zaczyna się książka „Zakonnice odchodzą po
cichu" Marty Abramowicz – „Zadzwoniłam do Zuzanny Radzik, teolożki
feministki, która właśnie skończyła książkę o kobietach w Kościele. Musi coś
wiedzieć.
– Łatwiej mi było umówić się na rozmowę z przeoryszą na Filipinach niż z kimś w Polsce – rozwiała moje nadzieje. – W związku z tym postanowiłam nie pisać o polskich zakonnicach."
Abramowicz
znajduje jednak rozmówczynie.
3.
FORMACJA ZAKONNA
„Mistrzyni przestrzega: żadnych indywidualnych
przyjaźni. Więzi mają być wspólne, bo jesteśmy wspólnotą. Jeśli chcesz w
niedzielę pójść na spacer ze współsiostrą, to za każdym razem z inną. Rozmawiaj
ze wszystkimi, z żadną częściej, z żadną dłużej. Właśnie tak ma wyglądać
siostrzeństwo w Chrystusie. I z profeskami nie wolno wam, postulantkom, mieć
kontaktu więcej niż to konieczne. Z profeskami, czyli siostrami, które złożyły
już śluby. Nie wolno zagadywać, wchodzić do ich cel, spotykać się z nimi w
ciągu dnia, chyba że wymaga tego wasza praca. Dlaczego? Bo tak jest przyjęte.
Mistrzyni nie tłumaczy. Nie ma obyczaju wyjaśniania przepisów, reguł i poleceń.
Tak ma być i już. Wola Boska.”
„Oznacza
to, przypomina Mistrzyni, że listy mogą podlegać kontroli. Te, które
napiszecie, macie mi oddać w niezaklejonej kopercie. Te, które przychodzą,
także dostaniecie już otwarte. Na oglądanie telewizji i lekturę książek innych
niż w bibliotece musicie mieć zezwolenie przełożonej. Na słuchanie płyt i kaset
także. Nie wolno wam mieć żadnych pieniędzy. Wszystko, co przywieziecie z domu,
należy najpierw pokazać przełożonej, która wedle uznania rozdysponuje, co
możecie zatrzymać, a co winnyście oddać wspólnocie.”
Z dzienniczka jednej z bohaterek książki:
„Nie mówić o sobie. W ogóle nie mówić, tylko
słuchać.
Trwać w posłuszeństwie: tylko to, co chce
przełożony. Tylko tak, jak chce przełożony. Tylko wtedy, kiedy chce przełożony,
Tylko z tą, którą wyznaczy przełożony (…)
Cały dzień skupiałam się nie na Bogu, ale na
swoich grzechach (…)
Śmiałam się głośno w kuchni. Nie przystoi.
Kontrolować zawsze swoją postawę, nie ślizgać się na krześle (…)
Mistrzyni poradziła, żeby jeszcze więcej się
modlić i każdego dnia przyjąć jakieś upokorzenie (…)
Nie gestykulować. Nie pamiętam, co robiłam z
rękami podczas kolacji (…)
Nie umartwiłam się na kolacji, nie jedząc
masła. Zjadłam kromkę więcej (…)
Dlaczego musimy gotować księdzu coś innego?
Dlaczego on ma jeść kotlety, a my kaszę z masłem? Zadałam przy innych siostrach
takie pytanie. Przecież on nie jest gościem, mieszka z nami. A potem jeszcze
krytykowałam hierarchię kościelną, pogardzanie siostrami. Nie powinnam tak robić
(…)
Nie wchodzić po dwa stopnie. Wchodzić z klasą (…)
Spojrzenie siostry Mistrzyni odczytałam jako
naganę. Zepsuło mi to humor na pół dnia.
Uwaga! Siostra Mistrzyni musi wiedzieć
pierwsza, najdokładniej i jak najwięcej (…)
Zjadłam cztery cukierki z torebki i cztery kluski po Krystynie. Smarowałam chleb masłem. Piłam mleko(…)
Jestem nikim. Jestem do pomocy. Każdy może mi
rozkazywać (…)
Na widok Mistrzyni zaczęło mi braknąć tchu i ściskać
w gardle ze strachu.”
Ta siostra trafiła do szpitala
psychiatrycznego z powodu myśli samobójczych. Zostaje za to wyrzucona ze
zgromadzenia.
„Idzie
do spowiednika. Wreszcie szepcze: – Mam trudną przeszłość. Brat mnie
molestował. Ksiądz wspiera, dodaje otuchy: – Mogę pomóc duchowo, ale tutaj
potrzebny jest psycholog.
Justyna idzie do Matki, tej, która wygląda jak
anioł. Na spotkanie z psychologiem musi mieć jej zgodę.
– Wykluczone, siostro. Jaki psycholog? Po co?
– Spowiednik mi zalecił.
– Ale o co chodzi? Siostra chyba za mało się
modli.
– To sprawy rodzinne. Proszę pozwolić mi o
nich teraz nie mówić.
– Przede mną nie powinna mieć siostra
tajemnic.
Justyna więc mówi i czuje, jak musi wyciągać z
gardła każde słowo. Jak zmusza się do tego wyznania, żeby zadowolić Matkę.
– Takie rzeczy nie dzieją się bez przyczyny –
cedzi Matka. – A skoro siostrze sakrament spowiedzi nie wystarcza, to chyba ma
siostra udział w tym grzechu…”
Ta bohaterka po pobycie w szpitalu
psychiatrycznym i zdiagnozowaniu depresji opuściła zgromadzenie.
„Bo tam był jeszcze ojciec kapelan. Szorowałam
korytarz, a on podchodził od tyłu, łapał mnie za pupę i mówił: – Pokręć się,
moja sarenko. I mnie tam poklepywał (…) Ale najczęściej spowiedź była w pokoju.
Sam na sam z ojcem. On przy stole, ja na łóżku. Pokoje małe, ciasno. Dziwne to
dla mnie było. I cały czas pytał: Czy ty siebie dotykasz? Czy ty sobie czegoś
nie robisz? Niby luźna rozmowa, a niby spowiedź. Nie wiedziałam, co jest w
tajemnicy, a co nie, bo on potem mówił wszystko Patrycji. Która jest dziewicą,
a która nie.”
„Robiły rewizje w pokoju. Nas nie było i
trzepanie. Jak przyszła paczka z domu, to zabierały. Te rzeczy nie są ci
potrzebne. A to możesz sobie wziąć. Przyjaźnie zakazane.”
„Nigdy też nie liczyła, ile razy się myła w
danym miesiącu, więc mogło się okazać, że więcej, niż miała zgodę. Bo i o
pranie, i o mycie trzeba było raz w miesiącu poprosić przełożoną. Wymieniało
się hurtowo, ile razy co się upierze, ile razy weźmie się prysznic, a ile razy
umyje głowę. I tak samo trzeba było prosić o papier toaletowy, mydło i
podpaski.”
„Potem okazało się, że zakon prowadzi kuchnie
dla ubogich, ale posiłki są odpłatne. Siostry pielęgniarki robią chorym
zastrzyki, ale rzadko za Bóg zapłać. Służba pątnikom? Tak, ale pokoje w Domu
Pielgrzyma kosztują. Przedszkole? Dla tych, których stać na czesne. Tylko
siostra Maksymiliana walczyła z wiatrakami. Sama chodziła po dworcach i szukała
bezdomnych, żeby ich opatrzyć albo po prostu wesprzeć dobrym słowem. (…)
Zgromadzenie jednak inaczej interpretowało ewangeliczną miłość bliźniego. (…) Ich
determinacja w służeniu cierpiącym burzyła porządek zgromadzenia. (…) Z
początku przełożonym wydawało się, że wystarczą zwykłe pokuty, żeby
zdyscyplinować niepokorne siostry. Wykonywały najcięższe prace – w polu, przy
świniach, kurach. Zamiast jeść obiad, klęczały pod krzyżem. Nic jednak nie
pomagało. Nawet kiedy spały już po dwie, trzy godziny, nigdy nie odpuściły. Nie
zrezygnowały z żadnego chorego. (…)Po szóste, nie poważała przełożonej. Annie z
trudem udało się skończyć podstawówkę. W każdym fragmencie Pisma widziała
posłuszeństwo, więc nikt się nie zastanawiał i gdy miał coś odpowiedzieć,
mówił: – Siostro, to chyba o posłuszeństwie? – Tak właśnie – kiwała głową z
zadowoleniem Anna. (…) Spakowała ciuchy do plecaka, wzięła gitarę i wróciła do
domu. Maksymiliana wystąpiła niedługo później, po osiemnastu latach spędzonych
w zakonie. (…) Anna została Matką Generalną.”
„Najtrudniej było zobaczyć znaki od Boga w
samym zgromadzeniu. Przełożona twierdziła, że Izabela ma niedojrzałe sumienie,
i planowała to sumienie uformować. Czyli odpytywać z myśli i uczynków, a potem
osądzać, co jest dobre, a co złe. Izabela odparła, że takie rozmowy chce
prowadzić tylko ze spowiednikiem. Przełożona wysłała ją do psychiatry. Doktor
medycyny miała ocenić, czy ta krnąbrność nie wynika czasem z zaburzeń osobowości.”
„Siostry chorują, a nie dostają zgody na
wizytę u lekarza, aż wydarza się tragedia. Jedna umarła na raka szyjki macicy,
bo słyszała, że do ginekologa się nie chodzi. Inna była w rozpaczy,
przechodziła kryzys wiary, ale nikt nic nie zrobił, aż cudem odratowano ją po
próbie samobójczej. Trzeba dzień w dzień pracować po kilkanaście godzin, a
potem rano krzyk, że się zaspało na modlitwę. Kontrole są fikcją, bo przełożona
przekupuje siostrę z generalatu złotym zegarkiem albo wycieczką do Rzymu.”
„Trzeba było stale pilnować welonu. Nawet w
domu własnej matce nie mogłam się pokazać z odkrytą głową. Spać musiałam w
czepku. W lato okropnie gorąco. Więc zdejmowałam, kiedy nikt nie widział. Raz w
nocy poszłam do kibla, a tu matka. No to prędko koszulę na głowę zadarłam. A
ona na to: – Boże, co to za zgromadzenie, że głowy nie obejrzę, a dupę mogę.”
„Człowiek jest słaby i może błądzić. I jeśli Nikodema mówi do siostry jako przełożona, jako istota Boska, to tamta ma po prostu wykonać polecenie. Nie musi wiedzieć po co. Musi wykonać dla Jezusa. I powinna się z tego cieszyć. I nawet jeśli przełożona nakaże siostrze posadzić drzewko korzeniami do góry albo umyć okna w deszczu, to ona ma to zrobić. Jeśli uważa, że to bez sensu, niech lepiej odejdzie.”
„Naucz się ukrywać swoje przeżycia. Jest to
niełatwa cnota i wielka sztuka umieć panować nad sobą, by nie dać odczuć
otoczeniu ciężaru swoich nędz (…) Przełożona zastępuje ci Chrystusa. Należy się
więc jej posłuszeństwo – chętne i zupełne (…) Byłoby dowodem niezwykłej
krnąbrności i brakiem najbardziej elementarnej miłości, gdybyś odmówiła
przełożonej należnych oznak uszanowania z powodu otrzymanej nagany, uznanej
przez ciebie za niesłuszną.” - Pellegrino Ceccarelli, Savoir-vivre siostry
zakonnej, Kraków 1985.
I ostatni cytat, z dominikanina występującego
w książce anonimowo: „W zakonach męskich jest inaczej. Siostra opowiadała mi o
takiej sytuacji: chciała pójść na cmentarz i odwiedzić grób znajomej, akurat
była w okolicy. Przełożona nie wyraziła zgody, nie wyjaśniła dlaczego. Ja nie
musiałbym prosić o pozwolenie. Powiem więcej – gdybym zapytał o tak małą rzecz,
pokazywałoby to moją niedojrzałość.”
Marta Abramowicz poszukuje też odpowiedzi na pytanie, czemu sytuacja w zakonach żeńskich wygląda tak, jak wygląda, czemu nie wdrożono reform po Soborze Watykańskim II, na które (co z kolei wspaniale opisała Zuzanna Radzik) zakonnice „na Zachodzie” czekały niecierpliwie i wdrażały je z takim zapałem, że Watykan musiał je hamować. Ale o tym sobie doczytajcie sami...
Zdaję sobie też sprawę z tego, że są to głosy
kobiet, które zawiodły się na zakonach (chociaż nie wszystkie na samej
religii), ale z drugiej strony zarówno Radzik, jak i Abramowicz próbowały
skonfrontować się z czynnymi zakonnicami. I napotykały na mur wynikający z
absolutnej władzy przełożonych nad swoimi… niewolnicami…? Mamy tu do czynienia
z pełną zależnością psychiczną, fizyczną i finansową. I z władzą absolutną
przełożonych. Idealne warunki do krzewienia się patologii. I tak jak mówienie o
systemie w kontekście księży nie oznacza, że wszyscy księża to pedofile, tak
mówienie o patologicznym systemie i relacjach w przypadku sióstr zakonnych nie
oznacza, że wszystkie są sadystkami.
Pozycja kobiet w Kościele Katolickim jest
chujowa, a zakonnica to, przynajmniej w tym układzie, jaki jest w Polsce, to
rodzaj podczłowieka. Szeregowe zakonnice są traktowane jak niewolnice i
poddawane nieustannej presji od momentu, w którym przekroczyły bramy nowicjatu.
Nie dziwi mnie specjalnie, że mogą pękać i być zarazem ofiarami, jak i
oprawcami. Należałoby też sprawdzić, czy jest to obraz formacji zakonnej w pewnych zgromadzeniach, czy w większości zgromadzeń.
4.
NAKRĘCAJĄCA SIĘ SPIRALA ZŁA
Uważam, że jakkolwiek niewiele da się zrobić z
tym, jak KK traktuje zakonnice (a sytuacja jest dramatyczna pod wieloma względami,
skoro już nawet Watykan zauważył, że istnieje problem molestowania zakonnic
przez księży), tak państwo powinno zwrócić baczniejszą uwagę na placówki
prowadzone przez zakonnice. Zwróćmy uwagę na to, jakie to są placówki. Domy
Pomocy Społecznej, placówki opiekuńcze, domy dziecka…
Tak świecka wychowawczyni opisuje kwalifikacje
sióstr pracujących w domu dziecka w Zabrzu: „Do ośrodka kierowano siostry na
podstawie jednego kryterium: deklaracji, że lubią dzieci. Nie musiały mieć
studiów psychologicznych, a właściwie jakichkolwiek studiów. Wcześniej niektóre
siostry miały tylko zawodówkę. Nawet między sobą nigdy nie mówiłyśmy o seksualności.
Starsze siostry przy scenie pocałunku w telewizji kazały zamykać dzieciom oczy.
One nie wiedziały, jak się zachować, były zupełnie skrępowane wszystkim, co
wiązało się z seksem” („Czy Bóg wybaczy siostrze Bernadetcie”). W „Zakonnice
odchodzą po cichu” kilka razy jest wspomniane, że zakonnice są kierowane do
określonej pracy za karę lub złośliwie, co może jeszcze bardziej pogarszać
sytuację. Również pracownica świecka z Zabrza: „Ale gdy pyta pani o powód
zachowania sióstr w ośrodku, to według mnie powody tkwią w zakonie. (…) Potrzebowano
sprzątaczki, to młodszej siostrze nie pozwolono iść na studia, nawet jak bardzo
chciała. Dla mnie takim najdziwniejszym przykładem była siostra, która od
dziecka marzyła, aby zostać pielęgniarką. Cały czas czytała o lekach. Zawsze
miała przy sobie apteczkę i jak tylko coś się wydarzyło, to interweniowała.
Potrafiła spojrzeć na człowieka i wiedziała, jaką ma chorobę. Siostry przełożone
ją wezwały i kazały iść na teologię. Pamiętam, że bardzo rozpaczała, ale w
zakonie najważniejsze jest posłuszeństwo. Siostry zwykle wybierały zawód, który
w danym momencie był im potrzebny. A często dobierały go tak, żeby zakonnica
zrezygnowała ze swoich ambicji. Chodziło o jej poskromienie. Bały się, że
siostra może stać się zbyt niepokorna, jeśli będzie robiła to, w czym jest
najlepsza” („Czy Bóg wybaczy siostrze Bernadetcie”).
Domy Pomocy Społecznej, placówki opiekuńcze,
domy dziecka… „Najgorsze, że te dzieci wyszły ze strasznych domów, ale to nic w
porównaniu z piekłem, do którego trafiły. Bo nad tym piekłem nikt nie sprawował
kontroli. W domu jak jest bijatyka, to przychodzi policja, opieka społeczna. A
do sióstr nikt nie zaglądał”. („Czy Bóg wybaczy siostrze Bernadetcie”).
DPS – osoby z niepełnosprawnością, również
intelektualną. Jeżeli nie zareaguje rodzina (tak jak w artykule Jadczaka i
Farona), to nie zareaguje nikt. Domy dziecka – dzieciaki, które doznają
przemocy od najwcześniejszych lat życia, pochodzą z trudnych środowisk… Nie,
nazywajmy rzeczy po imieniu: nikt, nikt i absolutnie nikt w tym kurwa kraju nie
będzie się zajmował tym, czy patologiczny gówniarz z bidula dostaje po ryju. A
jeszcze niech nie daj Boże nie pasuje to obrazka biednej, potulnej ofiary,
niech będzie agresywny (ciekawe, czemu może być agresywny, skoro całe życie
doświadcza tylko przemocy?), niech będzie mieć problemy psychiczne, niech
będzie mieć problemy z prawem, to już na pewno nikogo nie będą obchodzić
przyczyny tego zachowania i warunki, w których się wychowuje.
5.
TRZEBA ZAREAGOWAĆ
Moim zdaniem jest rzeczą skrajnie
nieodpowiedzialną oddawanie przez państwo osób najbardziej bezbronnych i
pozbawionych możliwości opowiedzenia o swojej krzywdzie pod opiekę osób, które
po pierwsze nie są do tego odpowiednio przygotowane, nie są transparentne, a w
dodatku są ze swoimi przełożonymi związane relacją niewolniczą, co sprawia, że nawet
jak bolą je jakieś „nieprawidłowości”, to nie mogą poinformować o tym
odpowiednich służb. Bo gdy to zrobią, albo będą gnojone do końca życia, albo
będą musiały opuścić zakon i wylądują na bruku bez wykształcenia, bez środków
do życia, często bez rodziny.
Mógłbym robić dalej kompilację zazębiających
się opowieści, bazując zwłaszcza na książkach Kopińskiej i Abramowicz, ale
lepiej po prostu zrobić sobie czytelniczy maraton. Uważam, że dziennikarze
powinni zacząć podchodzić do kwestii przemocy ze strony zakonnic systemowo, a
nie opisując je pojedynczo, bo jak się co rok, dwa lata opisuje jakiś
przerażający przypadek wieloletniego krzywdzenia dzieci, to Kościół mówi, że to
jednostkowy przypadek, już rozwiązaliśmy wszystko, wszędzie są czarne owce.
Nie. No kurwa, nie. Problem jest systemowy i tkwi w samych podstawach formacji
zakonnej. A o konsekwencjach wieloletniego krzywdzenia dzieci w domu dziecka w
Zabrzu będzie jeszcze cytat poniżej – w małym zestawieniu przypadków przemocy w
ośrodkach prowadzonych przez zakonnice. Miejcie z tyłu głowy, że prawdopodobnie
żaden z tych przypadków to nie jednostkowy wybuch, tylko codzienność:
2009 - DPS w Studzienicznej – „- Ta siostra po prostu się broni. To było w jakiejś obronie koniecznej. Ja tutaj nie widzę wyraźnie, żeby ona targała ją za włosy. Ona trzyma ją za głowę – uważa siostra Anna, dyrektor DPS w Studzienicznej. Podobnie zareagowały ich przełożone z Warszawy. Nagranie przedstawiające karygodne zachowanie siostry zakonnej, zbagatelizowały też instytucje nadzorująca DPS w Studzienicznej.” (TUTAJ)
2009 - Dom dziecka w Warszawie (to samo zgromadzenie, co siostry ze Studzieniczej; TUTAJ)
2011 - Dom dziecka w Zabrzu – o tej sprawie
powstała książka „Czy Bóg wybaczy siostrze Bernadetcie” Justyny Kopińskiej. W 2011 roku siostra Bernadetta dostała 2 lata więzienia, ale Kopińska opisuje przemoc trwającą od początku lat 90.
Kopińska o sytuacji w Zabrzu: „Często określamy ludzi przez pozory - w tym przypadku <habit>, wpływy - nie chcemy zobaczyć więcej. U wielu osób uaktywnił się stereotyp, że placówki kościelne są z gruntu dobre. Została wyłączona czujność. (…) Konsekwencje tego braku reakcji to ukształtowanie charakteru Tomasza. Wychowanek Sióstr Boromeuszek, po wyjściu z ośrodka, wspólnie z kuzynem zgwałcił i zamordował ośmioletniego Mateusza. Tomasz trafił do ośrodka jako kilkuletnie dziecko, od tego czasu był gwałcony przesz starszych wychowanków. Psycholog stwierdził, że nie ma zaburzeń pedofilnych i gdyby nie pobyt w ośrodku, mógłby rozwinąć zdrową osobowość. (…) Kontrolę nad ośrodkiem, zgodnie ze statutem, sprawuje kurator oświatowy, ale on jedynie kontroluje poziom pedagogiczny, a nie całą działalność ośrodka. Za resztę odpowiedzialność biorą - w przypadku domów prowadzonych przez siostry zakonne - władze zakonu. A ponieważ kurator nie dostawał żadnych sygnałów, to do 2007 roku nikt do Sióstr Boromeuszek nie zaglądał. I koszmar dzieci trwał przez dziesiątki lat. O tym jak sprawa Zabrza przekłada się na ośrodki w całej Polsce piszemy dziś (tj. 11.04) w <Gazecie Wyborczej>. Dominika Wielowieyska z <GW> ustaliła, że takich ośrodków, które mogą być w praktyce domami dziecka, ale podlegają pod resort edukacji, jest dziś w kraju 45.” (cały wywiad TUTAJ). W książce Kopińska pisze, że pomimo wszystkich dowodów i wyroków skazujących, współsiostry siostry Bernadetty nie wierzyły, że jest winna, więc nie było żadnej reakcji mającej zapobiegać takim wynaturzeniom; siostra Claret: „Jak mogę uwierzyć, że w ośrodku przyzwalano na gwałty? To nierealne i sprzeczne z duchem chrześcijańskim, który siostry pielęgnują.”
I jeszcze jedno: „Na Śląsku zaginęło więcej
dzieci niż w każdym innym województwie. Wiele spraw do tej pory nie udało się
wyjaśnić. Zapisuję imiona i nazwiska wszystkich zaginionych. Sprawdzam, czy
wychowankowie z listy Tomasza mieszkali niedaleko tych dzieci. Sylwia, która
zaginęła w 1999 roku, zniknęła przed domem byłego wychowanka sióstr.
Rozmawiam z policjantami, którzy zajmują się
sprawami zaginięć. Na razie nie chcą, abym wymieniała ich nazwiska.
– W maju dwa tysiące czternastego roku
rozpoczęliśmy nowe czynności operacyjne. Zdecydowaliśmy się obserwować
niektórych byłych wychowanków ośrodka. Sierociniec sióstr w Zabrzu nazywają tu
<inkubatorem przestępców>, a byłych wychowanków <tykającymi
bombami>. Staramy się jak najszybciej przeprowadzić dokładną analizę, którzy
z nich mogą stanowić zagrożenie.”
W samej książce biegła psycholog mówi jeszcze
coś: „Mam takie doświadczenia z innym domem dziecka prowadzonym przez
zakonnice: kilkanaście lat temu rodzice zaadoptowali pięcioletnią śliczną
dziewczynkę. Kiedy proces adopcji ruszył, matka dziewczynki zgłosiła się do
psychologa, bo adoptowana córka zaczęła ją dotykać w miejsca intymne. Mówiła:
<Jak tak będę robić, to mnie będziesz kochać>. Wystawiłam jednoznaczną
opinię. Dziewczynka była molestowana i wskazała siostrę, która ją bliżej
dopuszczała do siebie. Ale sprawa została ukręcona, nie wniesiono nawet aktu
oskarżenia.”
2013 (opisana w 2015) – dom dziecka w Chrzanowie – „Mateusz R. ma 19 lat. Dwa lata wcześniej w prowadzonym przez siostry zakonne chrzanowskim domu dziecka zgwałcił 11-latka. Zakonnice wiedziały o wszystkim. Nie powiadomiły jednak policji...” Sąd uznał, że Mateusz R. ma ograniczoną poczytalność i dał mu dwa lata więzienia. Dziennikarz rozmawiał z Mateuszem R. i usłyszał od niego: „Nie kryje, że w domu dziecka było mu dobrze, choć siostry czasem stosowały kary, wykręcały uszy.” (TUTAJ)
2016 - Dom opieki w Białce Tatrzańskiej (TUTAJ)
2019 – dom dziecka w Krzydlinie Małej – tutaj sytuacja jest niejednoznaczna, miesięczne dziecko zmarło po 3 tygodniach w domu dziecka – „jak ustalili dziennikarze GW - ktoś przed śmiercią być może potrząsał dzieckiem, tak przynajmniej stwierdzili lekarze, którzy je ratowali.” Nie udało mi się znaleźć informacji o dalszym ciągu sprawy i jakie ustalono ostatecznie przyczyny śmierci dziecka (TUTAJ artykuł).
2021 – przedszkole w Łukowie – „Siostra miała na dzieci krzyczeć, szarpać je, ciągnąć za nadgarstki, miało dochodzić do zaklejania ust taśmą, wiązania rąk i nóg, miała też za karę zamykać je w ciemnym pomieszczeniu, gdzie przechowywano sprzęt.” (TUTAJ)
2022 - DPS w Jordanowie i jest w tej sprawie pewna pewną ciągłość. Wcześniej siostry prezentki prowadziły w Jordanowie dom dziecka. W latach 1955-1960 przebywała w nim Kora i tak opisywała życie w tym ośrodku: „Biły, wykręcały uszy, kazały — jak w bajce — klęczeć na grochu, znęcały się psychicznie. Miałam tak powykręcane, naderwane uszy, że dosłownie zwisały mi z głowy. Pod koniec tygodnia gromadziły nas wszystkie i było publiczne pokazywanie rajstop. Miały być białe, ale przecież po tygodniu używania nie mogły być białe! I kara. Jeśli same nas nie biły, to starsze dziecko miało bić młodsze. Nie miałyśmy imion. Nikt nie wołał na mnie: Oleńko albo Gwiazdeczko, jak nazywała mnie mama. Byłam numerem osiem”. (TUTAJ i TUTAJ)
Komentarze
Prześlij komentarz