Jakbym miał wybrać jedną pozycję o I wojnie
światowej z działu „literatura piękna”, taką, która mówi o niej najwięcej, to
wybrałbym „Rillę ze Złotego Brzegu” Lucy Maud Montgomery. Jest to ósmy tom z
serii o Ani Shirley (teraz już Blythe), która po raz pierwszy została wydana w
1921 roku, a opowiada o dorastaniu najmłodszej córki Ani i Gilberta, które
przypadało na lata 1914-1918. Gdy opowieść się zaczyna, Rilla ma 15 lat i jest
beztroskim dzieckiem – a potem przychodzi wojna.
„Na tytułowej stronnicy <Przedsięwzięć>
widniał wielki nagłówek artykułu o tym, że jakiś arcyksiążę Ferdynand, czy ktoś
tam, został zamordowany w miejscowości noszącej śmieszną nazwę Sarajewo. Lecz
Zuzanna nie interesowała się tak mało ważnymi sprawami, lubiła coś istotnie
życiowego.”
Znając wcześniejsze tomy serii, widzimy
wyraźnie, co oznacza słowo „światowa”. We wcześniejszym tomie, „Dolinie Tęczy”,
akcja nie wychodzi poza Glen St. Mary, a to małe kanadyjskie miasteczko
rozgrzewają do czerwoności takie wydarzenia, jak ciągłe zabawy dzieci pastora
na cmentarzu. W „Rilli ze Złotego Brzegu” świat nagle się rozszerza, nagle
porywa mieszkańców tej miejscowości. Nauczycielka i przyjaciółka Rilli opowiada
jej na początku powieści swój sen, który jest i metaforą nadchodzącej wojny, i
metaforą wielkiego świata przychodzącego do Glen St. Mary. W śnie pani Oliver
widzi morskie fale zalewające miasteczko i podchodzące pod dom Blythe`ów (Złoty
Brzeg). Na początku widzimy ostatni moment tego prowincjonalnego życia –
służąca Blythe`ów, Zuzanna Baker, czyta w gazecie o śmieci arcyksięcia
Ferdynanda, ale bardziej zajmują ją „ważniejsze” wiadomości, które dotyczą
dzieci Blythe`ów i życia Glen St. Mary. Kilka miesięcy później zastanawia się,
jak czytać nazwę Przemyśl, a pani Oliver sama podsumowuje, że jeszcze niedawno
nie miała pojęcia, gdzie leży Łódź, a teraz emocjonuje się zajęciem jej przez
wojska niemieckie.
Trochę prywaty. Scena, w której podczas
młodzieżowej potańcówki do jej uczestników dochodzi informacja o wypowiedzeniu
wojny przez Anglię (Kanada zerwała zależność od brytyjskiego parlamentu dopiero
w 1982 roku, pozostając monarchią konstytucyjną, w której głową państwa jest
Elżbieta II), to jedna z najlepiej napisanych i trzymających w napięciu scen,
niesamowicie mocny obraz, który bardzo zapadł mi w pamięć.
Natychmiast na ochotnika do armii zaciąga się
najstarszy syn Blythe`ów, Jim. A później mamy wszystkie istotne dla obrazu I
wojny światowej obrazki:
W książce pojawia się też wzruszający motyw psa Jima, który po jego wyjeździe odmawia powrotu na Złoty Brzeg i czeka na swojego człowieka w budzie na dworcu, a także „wojennego dziecka” – noworodka, którego ojciec poszedł na wojną, przygarniętego przez Rillę po śmierci jego matki (alternatywą było oczekiwanie na powrót ojca w sierocińcu).
- kobiety, które natychmiast organizują Czerwony Krzyż i w swoich domach, w swoich salonikach i na swoich werandach przygotowują bandaże i ciepłe ubrania dla wojska. Organizują zbiórki pieniędzy na rzecz ofiar wojny. Ania Blythe mówi swojej córce: „Gdy kobiety stracą odwagę, mężczyźni odczują lęk”. Kobiety, które żegnają swoich synów, mężów, braci, ukochanych i przyjaciół (Rilla mówi w pewnym momencie, że ofiara kobiet jest największa, bo ich chłopcy dają tylko siebie, a one dają ich). Zuzanna wspomina w pewnym momencie o kobiecie, która od lat była przykuta do łóżka i strasznie przeżywała to, że nie jest w niczym przydatna rodzicie – w momencie wybuchu wojny zaczęła robić na drutach skarpetki dla żołnierzy i poczuła się znów pełnoprawnym członkiem społeczeństwa;
- spowszednienie wojny. Jim i jego przyjaciel Jerry są pierwszymi ochotnikami z Glen St. Mary, którzy wyruszają na wojnę – na dworcu żegna ich niemalże całe miasteczko, są entuzjastyczne okrzyki, a wszyscy spodziewają się, że wojna potrwa kilka miesięcy i skończy się spektakularnym zwycięstwem armii angielskiej. Gdy zaciąga się drugi z synów Ani i Gilberta, Walter, na dworcu żegna go już tylko rodzina i najbliżsi przyjaciele, bo niemal codziennie jakiś ochotnik odjeżdża na wojnę;
- groza okopów, której mieszkańcy Złotego Brzegu nie odczuwają osobiście, ale widzą ją w listach od synów. Warunki życia żołnierzy, które widać w drobnych gestach, jakim jest na przykład wsunięcie gęstego grzebienia (na wszy) do paczki przeznaczonej dla Jima;
- paranoję społeczeństwa, która sprawia, że cała miejscowość patrzy podejrzanie na jednego z jej mieszkańców, który nie dość entuzjastycznie wypowiada się o wojnie. Glen St. Mary to mała plotkarska miejscowość, więc gdy tenże mieszkaniec pojawia się na swoim podwórku w nocy z zapaloną latarnią, nazajutrz całe miasteczko się zastanawia, czy czasem nie dawał jakichś znaków, a Zuzanna mówi, że władze powinny się nim zainteresować;
- szykanowanie chłopaków, którzy są w wieku poborowym, ale się nie zaciągnęli. Walter i przyjaciel Blythe`ów Krzysztof są w wieku poborowym, ale jeden boi się iść na wojnę, a drugi tuż przed nią przeszedł kontuzję. Są szykanowani przez znajomych ze studiów, pojawia się motyw białego piórka i anonimowych listów, a nawet niechętnych spojrzeń przechodniów;
- śmierć i żałoba. Na wojnie ginie Walter, którego ostatni list do rodziny dociera do Złotego Brzegu już po informacji o jego śmierci. „Czy naprawdę tego roku będzie wiosna?” – pyta jedna z kobiet, dowiadując się o śmierci ukochanego – „Nie straciłam syna, lecz synów i córki, które miały się urodzić i które teraz na pewno nie urodzą się nigdy”. Inni zostają ranni, trafiają do niewoli, a rodziny z rozpaczą czekają na informację o ich losie.
Jednocześnie jest
to książka z jednej strony mająca ponury wojenny wydźwięk, a z drugiej strony
niepozbawiona poczucia humoru i lekkości właściwej dla Lucy Maud Montgomery.
„- Pismo Święte
mówi, że powinniśmy kochać naszych wrogów, Zuzanno – wtrącił doktor uroczyście.
- Tak, naszych
wrogów, ale nie wrogów króla Jerzego, drogi pani doktorze – odparła Zuzanna
rezolutnie.”
Scena, w której
Zuzanna psuje romantyczną schadzkę Rilli i Krzysztofa, bo martwi się, że Rilla
(w jej oczach nadal małe dziecko) nie poradzi sobie z prowadzeniem rozmowy,
sprawiła, że chichotałem jak diablątko, a mój pies patrzył na mnie z niemym
pytaniem „człowiek, dobrze się czujesz?”. Nie brakuje w niej rozterek życia
codziennego i drobnych konfliktów personalnych, bo życie przecież toczy się
dalej – chociaż z tyłu głowy wciąż pojawia się obraz najbliższych chłopaków
walczących we francuskich okopach.
„Rilla ze Złotego
Brzegu” nie jest obszerną książką, a zawiera w sobie mnóstwo wątków
pokazujących bardzo szeroki obraz I wojny światowej. Sama perspektywa jest
bardzo nieoczywista – stanowczo za mało w polskim sposobie nauczania historii
perspektywy cywilów, a co dopiero cywilów z drugiego końca świata. Ostatni raz
czytałem „Rillę ze Złotego Brzegu” ponad dziesięć lat temu i z przyjemnością
sobie ją przypomniałem – będąc już dorosłym człowiekiem po studiach historycznych
– co więcej, doceniam ją teraz jeszcze bardziej.
PS2. Jak już przy
dudach i Walterze jesteśmy, to jest pewien utwór napisany ku czci jednego z
poległych w I wojnie światowej żołnierzy, który doskonale tu pasuje
(przyciszcie, zanim odpalicie, zwłaszcza, jak macie psa) - https://www.youtube.com/watch?v=xq3a_7242Lc.
Komentarze
Prześlij komentarz