Przejdź do głównej zawartości

UŚMIECH MONA LISY. BENEDYKT XVI I „OSTATNIE ROZMOWY”

"Ostatnie rozmowy" to wywiad rzeka z ojcem Benedyktem (Benedykt XVI od czasu abdykacji życzy sobie, żeby mówić do niego w ten sposób), który przeprowadził Peter Seewald. Jest to czwarty tego rodzaju wywiad. Seewald rozmawiał dwukrotnie z kardynałem Ratzingerem ("Sól ziemi. Chrześcijaństwo i Kościół katolicki na przełomie tysiącleci", "Bóg i świat") i raz z Benedyktem XVI w czasie jego pontyfikatu ("Światłość świata").

 

Dwie uwagi techniczne na początek:

1) polska redakcja (Dom Wydawniczy Rafael – nie pozdrawiam) powinna zaprzestać redagowania czegokolwiek. Nie wiem, dla kogo oni redagowali. Przypisy do nazwisk to "kopiuj-wklej" pierwszego zdania z Wikipedii. Dosłownie. Z jednej strony w przypisach są wyjaśnione takie rzeczy, jak termin "encyklika" czy podane jest, kim jest Barack Obama, z drugiej brakuje przypisów, kiedy są one konieczne - sytuację ratują tu trochę przypisy przetłumaczone z niemieckiego wydania, ale jest ich mało. Cudownie, że mamy wyjaśnienie, kim jest Barack Obama, ale szkoda, że nie ma przypisów do tego, na czym polegał problem z Bankiem Watykańskim. Właśnie dlatego nie wiem, dla kogo była ta redakcja przygotowana - jeśli dla mało wtajemniczonych, to dobrze, że wyjaśniono terminy takie jak encyklika, ale i tak mało im da informacja, że Barack Obama był prezydentem USA. Benedykt w odniesieniu do niego napomyka o tym, że miał problem z reformami opieki zdrowia w USA - i tu przypisu nie ma, a być powinien. Jeśli redakcja była robiona pod dobrze wtajemniczonego czytelnika, to nie wiem, po co rozdrabnianie się i tłumaczenie pojęcia "encyklika".

2) dziennikarz. Już od wstępu wiadomo, że jest to wywiad przeprowadzany przez wielkiego fana Benedykta XVI. I to widać w pytaniach typu "wszyscy mówią, że ojciec jest zajebisty, czy ojciec to potwierdza?". Ale najgorsze jest to, że widać to w pytaniach, które nie padają. I to jest mój największy zarzut wobec tej książki. Benedykt XVI to nie jest matoł, któremu trzeba tak zadawać pytania, żeby nie zrobił z siebie jeszcze większego idioty. To błyskotliwy, doskonale wykształcony teologicznie człowiek. Spokojnie dałby sobie radę z pytaniami o wiele trudniejszymi, a dzięki nim ten wywiad po prostu by więcej wniósł. "Ostatnie rozmowy" to okazja, jakiej nie miał dotychczas żaden papież - możliwość opowiedzenia o trudnych kwestiach z punktu widzenia człowieka, który jest papieżem-emerytem, więc nie ma już żadnego formalnego wpływu na nic, a jeszcze chwilę wcześniej był najpotężniejszym człowiekiem w kościele i zarazem jednym ze światowych liderów. Szansę na to, że "Ostatnie rozmowy" będą istotnym źródłem do historii Kościoła w XX i XXI wieku po prostu widowiskowo zaprzepaszczono tym, że dziennikarz robił wywiad na klęczkach.

I odrobinę mniej klęczący dziennikarz raczej nie zadałby pytania "Agnostycy, przekonani ateiści, lewicowcy –  skąd w Ojcu ta chęć do kontaktów i rozmowy z nimi?" w kontekście... Kontaktów głowy Kościoła z głowami państw.

 

***

 

Ojciec Benedykt to rocznik 1927, urodził się, kiedy premierem był w Polsce Piłsudski, Adolf Hitler był nikim, a Charles Lindbergh dokonał samotnego przelotu przez Atlantyk. Ujmując to krótko – urodził się dawno temu i sama jego stricte kościelna biografia obejmuje wszystkie najważniejsze momenty historii Kościoła Katolickiego pod II wojnie światowej. Pozwolę więc sobie nie rozwijać za bardzo dwóch tematów – udziału Josepha Ratzingera w Soborze Watykańskim II oraz kwestii krycia pedofilii w Kościele. Jeden i drugi temat wymaga osobnych ścian tekstu, a wydaje mi się, że i bez tego można się zastanowić nad paradoksami biografii Ratzingera i spróbować zrozumieć, czym się kierował jako wieloletni Wielki Inkwizytor (przepraszam, musiałem) i jako papież.

Ten tekst nie wyczerpuje żadnego problemu, napisałem go głównie po to, żeby sobie poukładać w głowie myśli, jakie zrodziły się podczas tej lektury. Za rok i kilka książek o Kościele później być może wrócę do tego tekstu, uzupełniając go lub zmieniając całkowicie. Nie jestem Kościołem Katolickim, nie boję się, że nowa wiedza zmieni moje horyzonty.

 

Dzieciństwo

O swoim dzieciństwie Benedykt XVI, jeszcze wówczas Joseph Ratzinger, pisał w swojej autobiografii z lat 90. pt. "Moje życie", ale w „Ostatnich rozmowach” są najważniejsze rzeczy. Bardzo ciekawie się czyta o domu rodzinnym Ratzingera. O tym, że jego ojciec, człowiek wielkiej pobożności, potrafił jednocześnie być bardzo krytycznym wobec hierarchii kościelnej. O tym, że kiedy jego ojciec został emerytem i brakowało pieniędzy na wykształcenie dzieciaków, do pracy poszła matka, a ojciec-emeryt zaczął zajmować się domem - chociaż początkowo umiał zrobić jedynie omlet.

"PS: Nie miał trudności z założeniem zapaski?

B: Wcale"

I tu jest miejsce, w którym zabrakło mi pociągnięcia ojca Benedykta za język, bo opowiada o tym z wielkim entuzjazmem i podziwem dla ojca, i chciałbym wiedzieć jak się to ma do niechęcia Kościoła do przekroczenia ról płciowych narzucanych przez kulturę.

Jest też temat antynazizmu młodego Ratzingera i jego ojca, który m.in. prenumerował "Der gerade Weg” Gerlicha - tego Gerlicha, który jest jednym z bohaterów filmu "Hitler: Narodziny zła" z 2003 roku i jest chyba najciekawszą postacią tego filmu. Młody Ratzinger trafił i do Hitlerjugend, i został zmobilizowany do kopania rowów, a także był w obozie jenieckim - w dość niesprzyjających warunkach.

Jest też trochę o muzyce i ogółem sztuce, o inspiracjach nie tylko teologicznych. I wychodzi z niego bardzo sympatyczny i uśmiechnięty człowiek - czego w ogóle nie było widać w czasie pontyfikatu.

 

Realny świat oddalił się w znacznym stopniu

Benedykt XVI to jeden z ludzi, którym coś dzwoni, ale nie wiedzą, w którym kościele. Już o pracy jako katecheta w latach 50. mówi: "Czuło się, że instytucjonalnie wszystko jeszcze trwa, lecz realny świat oddalił się w znacznym stopniu". Może da sie na to odpowiedzieć słowami Stanisława Obirka: "być może ma to związek z samą naturą Kościoła, który przywykł tak dalece do <nauczania>, że z trudem potrafi się uczyć" ("Przed Bogiem" - z Obirkiem rozmawiali A. Brzeziecki i J. Makowski)? Może gdyby w Kościele było miejsce na żywą dyskusję o wierze i miejscu Kościoła we współczesnym świecie, to takie osoby jak Benedykt XVI, pozostając w zgodzie ze swoimi konserwatywnymi poglądami, potrafiłyby prawidłowo zdiagnozować problemy i wypracować plany naprawcze? Może mógłby zrobić użytek ze swoich możliwości intelektualnych i dobrego kontaktu ze studentami? Może w ten sposób udałoby się uniknąć niszczącego Kościół syndromu oblężonej twierdzy?

I tu wchodzimy w pontyfikat Jana Pawła II.

Thomas Doyle, wypowiadając się na potrzeby "Gomory" S. Obirka i A. Nowaka, powiedział: "(...) nuncjusz powiedział mi, że otrzymał od papieża specjalne instrukcje dotyczące zmiany hierarchii w USA. Papież z Polski oczekiwał bardziej konserwatywnych, wręcz ortodoksyjnych i całkowicie lojalnych biskupów. Mieli zgadzać się z papieżem w sprawie kontroli urodzeń, aborcji, obowiązkowego celibatu księży i zakazu kapłaństwa kobiet. Tylko tyle wystarczyło, żeby w czasach Jana Pawła II zostać biskupem". "Miałem wręcz wrażenie, że dostęp do papieża maja głównie ci, którzy się z nim zgadzają (...) katolicyzm promowany przez Jana Pawła II nie ma w sobie pytania, nie ma wątpliwości, wszystko musi być jasne i oczywiste", mówił w "Przed Bogiem" Obirek. Jak to skomentowali autorzy "Gomory", "kryterium rekrutującym zarówno hierarchów, jak i wykładowców była zasada dobrze znana: <mierny, bierny, ale wierny>. I tak zostało do dziś".

Czy wierzę, że tak było? No cóż, spójrzmy na polski Episkopat, na tych... Ludzi o ograniczonych horyzontach, żenującej wiedzy, mało przekonującej moralności, zerowej odwadze, na tych pijaków robiących co najmniej kontrowersyjne operacje finansowe, ale zawsze gotowych wycierać twarzami posadzkę przed papieżem... Tak, wierzę, że Jan Paweł II, człowiek, który zrobił ze Stanisława Dziwisza swojego najbliższego współpracownika, narzucił Kościołowi zasadę BMW, a kiedy coraz bardziej słabł i nie był już w stanie ogarniać rzeczywistości (czyli od co najmniej drugiej połowy lat 90.), to kiepskie wybory personalne ciążyły coraz bardziej – i niech symbolem będzie Stanisław „Papież Chce” Dziwisz, biorący łapówki od założyciela Legionistów Chrystusa, człowieka, który gwałcił własne dzieci i setki innych.

 

Tyran?

A gdzie w tym jest Ratzinger, od 1981 roku prefekt Kongregacji Nauki Wiary, czyli instytucji stworzonej właśnie po to, żeby pilnować prawomyślności teologicznej i moralności? O działalności Ratzingera w Kongregacji Nauki Wiary tak wypowiedział się o. Bento Domingus: "Joseph Ratzinger stworzył wokół siebie teologiczną pustynię. Wszystkim pozamykał usta. Był jedynym teologiem, który miał prawo do wypowiedzi. Nie tolerował żadnego sprzeciwu. Ratzinger jest odpowiedzialny za zduszenie swobody myślenia w teologii katolickiej na przestrzeni ostatnich czterdziestu lat" (za: "Sodoma" F. Martel).

Człowiek, który niemalże nie został uwalony etapie habilitacji, ponieważ wystąpił w kontrze od teologicznych autorytetów! Trochę mi się tu drobne w kieszeni nie zgadzają.

 

Jedyny sprawiedliwy?

Martel pisze też o stosunkach Jana Pawła II/Stanisława Dziwisza i kardynała Ratzingera - "W końcu nie bardzo było wiadomo, kto wydaje polecenia - papież czy Dziwisz. Tak było również z dossier o pedofilii czy o skandalach finansowych; właśnie na tym tle dochodziło do spięć z kardynałem Ratzingerem. Dziwisz był bardzo ostry. Podobno kilkakrotnie doprowadził Ratzingera do łez". W kontekście korumpowania hierarchów przez wspomnianego już Marciala Maciela Degollado: "Niewielu zresztą odmówiło wzięcia brudnych pieniędzy i, jak się zdaje, był wśród nich kardynał Ratzinger. Podobno kiedy otrzymał w Meksyku kopertę z pieniędzmi, odesłał ją do nadawcy". Czy o raportu kardynałów Tomki, Herranza i De Giorgi o Vatileaks: "Czy w obliczu takiej rozpusty, hipokryzji, tylu przypadków podwójnego życia, tylu poukrywanych wszędzie - nawet w samym Watykanie - homoseksualistów prysły wszystkie przekonania tego wrażliwego papieża na temat <jego Kościoła>? Tak mówiono. Słyszałem też, że czytając raport, Benedykt XVI płakał".

 

Buntownik, który nie wychodzi przed szereg?

Z jednej strony człowiek skromny, z drugiej w przeciwieństwie do Franciszka nie zrezygnował z zewnętrznych oznak papieskiego blichtru. W "Ostatnich rozmowach" znalazłem kilka zdań, które mogą świadczyć o tym, że nie zrobił tego, bo nie chciał wychodzić przed szereg. Kiedy został biskupem, przestał jeździć na rowerze, no uznał, że już mu nie wypada. Może uznał, zostając papieżem, że nie wypada mu stawać na przekór tradycjom, a może po prostu lubił te wszystkie złote ciuchy.

Z trzeciej strony, mówimy o człowieku, który miewał przez całe życie skłonność do - buntu? Stawania na przekór? Odwagi do działania, kiedy czara goryczy się przelewa? Jak zauważa Seewald - "Na jednym ze świadectw z  Traunstein odnotowano: <krnąbrny> (...) Zdarzył się taki epizod w wojsku, kiedy podczas musztry instruktor, prawdziwy ciemięzca, ryczy do wyprężonych młodych żołnierzy: <Kto wytrzyma dłużej, wy czy ja?> Wówczas jako jedyny rekrut Ratzinger [na marginesie, zawsze bardzo drobny i nielubiący zajęć sportowych] występuje przed szereg, mówiąc: <My>". Ojciec Benedykt kwituje słowami "No tak, chęć sprzeciwienia się. To prawda". Pod koniec wojny dezerteruje, chociaż mógł za to być zastrzelony przez pierwszy lepszy patrol. Przy habilitacji włożył kij w wydziałowe mrowisko, przez co zamiast normalnej dyskusji po wykładzie habilitacyjnym, do gardeł rzucili się sobie promotor i recenzent pracy, a jej autor siedział i patrzył. A potem się dowiedział, że zdał. Opowiadając o tym, ojciec Benedykt mówi, że "Gdyby więc zaraz udało mi się habilitować, umocniłoby się we mnie przekonanie o własnych zdolnościach, a autorefleksja byłaby jednostronna. A  tak, pokazano mi moją małość. To dobrze robi (...)", po czym nastąpił ten dialog:

"PS: Zachował się jeszcze ten egzemplarz habilitacji z krytycznymi uwagami Schmausa [recenzenta] zdobiącymi marginesy we wszystkich kolorach?

B: Nie, wyrzuciłem go (uśmiech).

PS: Już wtedy?

B: Wtedy.

PS: W napadzie gniewu, irytacji?

B: Po prostu spaliłem."

 

Lojalny poddany?

A przy tej skłonności do buntu – absolutna lojalność wobec urzędu papieża. O papieżu Franciszku mówi w samych superlatywach – z wielkim uznaniem mówi o doświadczeniu Franciszka w zarządzaniu (przyznając, że to i nieumiejętność doboru współpracowników były problemami jego pontyfikatu), ale też z zaskakującą u konserwatysty radością mówi o tym, że wybór Franciszka pokazał, "że Kościół jest elastyczny, dynamiczny, otwarty (…) że nie zastygł w jakimś schemacie". Zdeklarowany zwolennik Jana XXIII, zgodził się również ze stwierdzeniem, że jest jego fanem – "dobrego papieża Jana", "Jana Uśmiechniętego", papieża, który był symbolem otwartości i wykonał milowe kroki w ekumenizmie, a przede wszystkim zwołał Sobór Watykański II i niestety nie dożył do jego zakończenia. O Janie Pawle II mówi same dobre rzeczy, ale jak się człowiek przypatrzy uważnie i postępowaniu Benedykta XVI tuż po wyborze na papieża, i "Ostatnim rozmowom”, to coś się w tym idealnym obrazie przestaje zgadzać. Joseph Ratzinger np. próbował kilkakrotnie odejść z Kongregacji Nauki Wiary – za pierwszym razem już po pierwszej kadencji w połowie lat 80.

Poza tym, czy największym przejawem buntu i niezgody wobec kształtu papiestwa, jaki nadał mu Jan Paweł II, nie był akt abdykacji…?

 

***

 

Dla mnie Benedykt XVI jest człowiekiem, który uznał, że najwyższym dobrem jest jedność Kościoła i działania skierowane nie cele w bliskiej perspektywie, lecz w perspektywie kilku, kilkunastu, kilkudziesięciu lat. Jawny sprzeciw wobec papieża wyrzuciłby go z Watykanu i skierował na margines Kościoła – wylądowałby w tym samym miejscu, co Hans Küng, a nawet w jeszcze gorszym – słuchany przez ludzi z marginesu Kościoła lub mu przeciwnych, jego słowa byłby używane tylko przeciwko Kościołowi, a w samym Kościele jego głos nic by nie znaczył. Postawił więc na lojalność wobec papieża i patrzył na to, jak szerzy się brud. Po objęciu urzędu przeprowadzający zmiany po cichu, żadnych gwałtownych ruchów. Po ostatnich latach pontyfikatu Jana Pawła II sam fakt, że papież chodzi samodzielnie, był dużą zmianą. Jednocześnie miał na barkach 27 lat pontyfikatu swojego poprzednika – ze wszystkim konsekwencjami personalnymi, teologicznymi, mianowanymi biskupami i kardynałami, obarczony wizerunkiem Jana Pawła II – dla młodszych wizerunkiem starego i schorowanego człowieka, dla starszych wizerunkiem aktywnego, sprawnego i łatwo nawiązującego kontakt człowieka. I z bombą, która właśnie wybuchła w szambie – lawinowo rosnącą liczbą doniesień nie tylko o księżach-pedofilach, ale i o systemowym kryciu ich przez kościelną hierarchię. Ba, oskarżenia o ignorowanie molestowania dzieciaków dotyczyły nawet jego brata, ks. Georga Ratzingera.

A realny świat oddalał się coraz bardziej. W "Ostatnich rozmowach” widać jak syndrom oblężonej twierdzy i strach przed współczesnym światem dotyka nawet tak sprawne umysły, jak umysł Benedykta XVI. System, Kościół, krzywdzi każdego, kto wpadnie w jego tryby. A i odnowa, jaką próbuje przeprowadzić Franciszek, opiera się na długoletniej perspektywie – kolejnego papieża wybiorą kardynałowie w większości mianowani już przez niego, a te nominacje to będzie prawdopodobnie najtrwalsze dziedzictwo jego pontyfikatu, bo każda reforma, jaką proponuje, utyka w systemie. Nie umiem ocenić postaci i pontyfikatu Benedykta XVI, wiedząc, jak wielu tematów tutaj nawet nie dotknąłem. Fascynuje mnie jednak złożoność tej postaci i już się szykuję do czytania wcześniejszych wywiadów Seewalda.

 

Bibliografia:

Benedykt XVI, Peter Seewald - "Ostatnie rozmowy"

Frédéric Martel - "Sodoma. Hipokryzja i władza w Watykanie"

Andrzej Brzeziecki, Jarosław Makowski, Stanisław Obirek - "Przed Bogiem"

Artur Nowak, Stanisław Obirek - "Gomora. Pieniądze, władza i strach w polskim Kościele"


Komentarze

Popularne posty z tego bloga

„Najtrudniej było zobaczyć znaki od Boga w samym zgromadzeniu”, czyli o zakonnicach i przemocy

1.       SYSTEM W przypadku ukrywania pedofilii w Kościele, mówimy o systemie. O systemie pisze Martel w „Sodomie”, o systemie piszą Obirek i Nowak. O formacji seminaryjnej, która jest jedną z patologii tego systemu, napisał w „Sakramencie obłudy” Robert Samborski i wspominał o tym w „Kamieniu węgielnym” Krzysztof Charamsa. Mam jednak wrażenie, że możemy mówić o jeszcze jednym systemie w obrębie Kościoła Katolickiego – o spirali przemocy i patologii w zakonach żeńskich. Trochę sprowokował mnie   artykuł Jadczaka i Farona ( TUTAJ ) o zakonnicach znęcających się nad podopiecznymi w prowadzonym przez nie Domu Pomocy Społecznej. Oczywiście patologie dotyczą też „cywilnych” DPS, ale n ie będę tu pisać o patologii w systemie opieki społecznej w Polsce, ale o patologicznym świecie, w którym formowane są zakonnice – zakonnice prowadzące (liczby za „Zakonnice odchodzą po cichu”) 372 przedszkola, 50 różnego typu zakładów opiekuńczych i 160 domów pomocy społecznej...

O. Szustak, homoseksualizm i grzech

Obejrzałem rozmowę Karola Paciorka z o. Adamem Szustakiem na kanale Imponderabilia . Wśród wielu poruszanych tematów znalazł się temat homoseksualizmu. Od razu dwa zastrzeżenia: 1)     pominę specyficzny język Kościoła i kwestię rozważań nad słowem „naturalne”, nadmienię jednak, że mam wrażenie, że język kościelnej hierarchii (każdego stopnia) jest czymś, co paradoksalnie tworzy największy mur między Kościołem instytucjonalnym a wiernymi (mniej czy bardziej zaangażowanymi). Paradoks polega na tym, że (patrząc na statystyki dotyczące udziału wiernych w życiu Kościoła) mur ten jest największy w przypadku roczników, które przechodziły przez nawet 12 lat nauczania religii w szkołach; 2)     pominę punkt widzenia osób niewierzących i niekatolików, ponieważ wychodzę z założenia, że nie muszą mieć żadnych oczekiwań wobec nie swojego Kościoła, za to od państwa mogą wymagać skutecznego egzekwowania konstytucyjnego rozdziału państwa od Kościoła (też się go domagam, a...

Jak podejrzany o molestowanie guru sekty został proboszczem w Ukrainie

10 października 2007 roku doszło do eksmisji "zbuntowanych zakonnic" z klasztoru betanek w Kazimierzu Dolnym. Eksmisję minuta po minucie opisała Wyborcza (wszystkie linki na dole). Ale historia zaczyna się dużo wcześniej. Od razu uprzedzam, że pojawią się wątki dotyczące molestowania. O samych betankach nie będzie dużo. Będzie o ich guru. Rok 2002. Co się wtedy działo, opisał M. Dzierżanowski we "Wprost", a WP.pl opisuje, co on opisał. Do prowincjała franciszkanów konwentualnych o. Kazimierza Malinowskiego przychodzi zakonnica i dziewczyna związana z klasztorem betanek. Opowiadają, co się dzieje w zgromadzeniu. "Z ich relacji wynikało, że w trakcie tzw. kierownictwa duchowego zakonnik miał w nachalny sposób dotykać kobiety, twierdząc, że otwiera je tymi gestami na miłość Chrystusa. Wówczas obie nie przedstawiały tego jako formy seksualnego napastowania. <Mimo to zachowanie o. Romana bardzo mnie zaniepokoiło. W efekcie wydałem mu całkowity zakaz jakichkolwiek...