Z wykształcenia jestem historykiem. Clue badań historycznych to dla mnie moment, kiedy kolejna praca naukowa uzupełnia brakujący kafelek w trójwymiarowej mozaice dziejów. Obraz staje się jednocześnie pełniejszy, ale i trudniejszy. Bo jest coraz więcej informacji nie tyko do zapamiętania, ale i do przetworzenia. Zignorowanie jednego kafelka może wypaczyć kolejne badania. Odkrycie nowego kafelka powiązanego z poprzednimi, rzuca nowe światło. Uważam, że jest to piękne, chociaż może być bolesne.
Moim prywatnym konikiem jest Kościół katolicki. Wynika to z wewnętrznej sprzeczności - odczuwam potrzebę wiary i jestem kulturowo związany z Kościołem katolickim, ale jednocześnie kurwica mnie bierze jak widzę, co ten Kościół odpierdala. Tekst aktu apostazji mam przygotowany od jakichś 10 lat, ale przywiązanie do modlitw, do tego rodzaju liturgii, do chłodnych katedr i zapachu kadzidła wygrywa. Mój wykładowca od historii nowożytnej powiedział kiedyś, że nigdy nie będzie się zajmował Stanisławem Augustem Poniatowskim, bo temat ten budzi w nim takie emocje, że byłoby to ze szkodą i dla rzetelności badań, i dla jego zdrowia. Z tego samego powodu nigdy nie zajmę się Kościołem naukowo.
Więc wyżywam się na blogu, którego nikt nie czyta :)
Wpadł bowiem kolejny kafelek, i to kafelek łączący się z moim tekstem o wywiadzie-rzece z Benedyktem XVI pt. "Ostatnie rozmowy". Chodzi o Benedetto i okres, kiedy był arcybiskupem Monachium. Jeśli chodzi o polskie media, to nie ma sensu ich cytowanie, bo wszystkie dotychczas robiły kopiuj-wklej z komunikatu PAPu, a komunikat PAP to żart smutny, a nie informacja. Oczywiście wyłamuje się z obrazu tej nędzy i rozpaczy OKO.press, które opublikowało dzisiaj tekst Stanisława Obirka. Więc, jako że nie znam pięknego języka niemieckiego w sposób pozwalający na zrozumienie czegoś więcej niż tytuły piosenek zespołu Rammstein, opierać się będę na artykułach polskiej redakcji Deutsche Welle.
Do rzeczy.
Zesrało się.
Raport dotyczący molestowania w archidiecezji monachijskiej obciąża również Josepha Ratzingera, arcybiskupa Monachium w latach 1977-1982. Raport zarzuca mu niewłaściwe postępowanie w czterech przypadkach pedofilii. Dwa są szczególnie obciążające, bo zostały potwierdzone przez sądy świeckie. Jeden jest szczególnie bulwersujący, ponieważ papież-emeryt...
Od początku.
Raport stwierdza, że w 1980 roku ks. Peter H. został przeniesiony z Essen do Monachium. Bo był jebanym pedofilem. I tutaj mam problem. Bo jakkolwiek kwestia molestowania dzieci wydaje mi się w sposób oczywisty zła, tak nie wiem, jak społeczeństwo in general reagowało na to na początku lat 80. Podam przykład. Jestem z rocznika 1994 i pamiętam, jak w polskim prawie została wprowadzona penalizacja wszelkiej przemocy wobec dzieci, a w mediach zrobiła się potężna gównoburza, bo jak to, "karać za klapsa?!". Spora część Polaków nadal nie uznaje klapsa za przemoc, a z przemocą psychiczną jest pewnie jeszcze gorzej. Chodzi mi o to, że jakkolwiek w roku 2022 oczywiste jest, że jak ktoś molestuje dziecko, to nie przestanie sam z siebie, to nie wiem, jak wyglądała wiedza ogólna na ten temat w 1980 roku. Nie wiem więc, jaka była skala osobistej przewiny Ratzingera. Biorąc pod uwagę stan wiedzy na rok 2022, Ratzinger jest winny straszliwego zaniedbania, ponieważ pozwolenie Peterowi H. na dalsze działanie w roli kapłana było zbrodnią. Było dopuszczeniem pedofila na żerowisko. Po przybyciu do Monachium dopuścił się kolejnych przestępstw seksualnych.
Kiedy raport ujawniono, w pierwszym oświadczeniu papież-emeryt stwierdził, że nie brał udziału w spotkaniu dotyczącym Petera H. No to wyciągnięto protokół, w którym było, że otóż brał w nim udział. Więc 24.01 papież-emeryt wydał drugie oświadczenie, w którym przyznał, że owszem, brał udział w tym spotkaniu, ale nie podjęto na nim żadnej decyzji dotyczącej duszpasterskiej działalności Petera H. Stwierdził też, że w poprzednim oświadczeniu doszło do błędu i przeoczenia podczas redakcji, że nie chciał wprowadzić w błąd i przeprasza. Daruję sobie dywagację na temat stanu zdrowia i umysłu 94-letniego Benedetto, ponieważ skoro funkcjonuje w tych oświadczeniach, jako staruszek, ale pełnosprawny i świadomy, to tak go będę traktować.
Otóż pierwsze oświadczenie wygląda mi na typowe mącenie wody i krycie się za "jo żem nic nie wiedzioł". I to jest kurwa niewybaczalne.
Wszyscy wiedzieli. Wszyscy hierarchowie kościelni kierujący diecezjami brali udział w kryciu księży-pedofilów. Wszyscy są umoczeni w gównie po uszy.
Kiedy Benedykt XVI został papieżem, zaczął od sprzątania brudów po Janie Pawle II i jego pomagierach. Jako pierwszy zajął się na serio sprzątaniem Kościoła z księży-pedofilów. Ale robił to na swój sposób. Powoli, po cichu i pozostając w lojalności wobec poprzednika. Biorąc pod uwagę długie trwanie, a nie czas, w którym żył. I to był błąd. Było za wolno, za cicho i za lojalnie. Było nieadekwatnie do potrzeb. Nieadekwatnie do potrzeby oczyszczenia się Kościoła.
W "Ostatnich rozmowach" Benedyktowi XVI raz przechodzi przez usta słowo "pedofilia". W "Światłości świata" dwa razy - w obu przypadkach chodzi o próbę odsunięcia tematu pedofilii od Kościoła. A akurat w "Światłości świata" jest cały rozdział o pedofilii w Kościele. W obu tych wywiadach przeważa kościelna nowomowa. Nadużycia, grzech, tuszowanie, bla, bla, bla.
Byłem niemalże pewien, że ujawnianie kolejnych przypadków systemu krycia księży-pedofilów przyczyniło się do abdykacji Benedykta XVI, chociaż on sam tego nie podawał w powodach abdykacji. Byłem niemalże pewien, że w grę wchodziły również związane z tym powody osobiste - dotyczące prawdopodobnego krycia pedofilów przez brata Benedetto, ks. Georga Ratzingera - od 2010 roku lawinowo ujawniane były kolejne przykłady przemocy fizycznej i seksualnej, jakie miały miejsce w prowadzonym przez niego przez 30 lat ratyzbońskim chórze. Ale teraz wpadł mi kolejny kafelek do mozaiki.
Nowomowa kościelna, jakiej używał Benedykt XVI do opisu molestowania seksualnego, to sposób na umniejszanie problemu poprzez jego rozwadnianie. W kontekście najnowszego raportu wygląda jak reakcja obronna człowieka, który wie, że jest umoczony w coś absolutnie obrzydliwego. Szuka więc słów, które ukryją w mętnej wodzie skalę zbrodni, na jaką pozwolił.
Benedykt XVI jest sytuacji, w jakiej nikt przed nim dotychczas nie był. Z jednej strony nie może go spotkać nic złego, bo jest ponad 90-letnim papieżem-emerytem. Z drugiej strony każde jego słowo, BO JEST PAPIEŻEM-EMERYTEM, to kolejny rozdział historii Kościoła. Benedykt XVI mógłby teraz, okazując taką odwagę jak w dniu, kiedy ogłosił światu swoją abdykację, rozpocząć rewolucję w oczyszczaniu się Kościoła. Benedykt XVI powinien ogłosić teraz wprost: "tak, kryliśmy księży-pedofilów, ponieważ nie wiedzieliśmy, jak straszna jest skala ich zbrodni. Tak, kryliśmy księży-pedofilów, ponieważ myśleliśmy, że chronimy w ten sposób Kościół. Nie mieliśmy racji. Kryjąc księży-pedofilów, przenosząc ich z parafii na parafię, przyczyniliśmy się do zbrodni. Zdradziliśmy swoich wiernych, wydając dzieci na żer bestii. Jesteśmy współwinni tej zbrodni i od dzisiaj, jako kościół powszechny, nie możemy pozwolić na to, żeby jakikolwiek hierarcha naszego Kościoła pozostał w tym błędzie. Zbrodnię pedofilii w Kościele należy wypalić gorącym żelazem. Kościół jest odpowiedzialny za każdego człowieka, którego wyświęci na księdza, i za każdego człowieka, któremu pozwoli na dalsze bycie księdzem, kiedy dopuści się on zbrodni. I za każdą taką zbrodnię Kościół musi zapłacić - i moralnie, i finansowo. Bo tego wymaga odpowiedzialność instytucji trwającej od dwóch tysiącleci."
A potem powinien przeprosić i błagać o wybaczenie. Jeżeli w Kościele może mieć miejsce oczyszczenie się ze zbrodni ukrywania księży-pedofilów, to to jest ten moment i ten człowiek. Jeżeli ktoś może bez konsekwencji wyłożyć karty na stół i szczerością zatrzymać dalsze tonięcie Kościoła we własnym gównie, to jest to Benedykt XVI. Tu i teraz. Jeżeli tego nie zrobi, to będzie odpowiedzialny za upadek tego Kościoła. W imię spaczonej lojalności.
Komentarze
Prześlij komentarz