Przejdź do głównej zawartości

"Świadectwo" Dziwisza jako część aktu oskarżenia wobec Jana Pawła II

Dwa lata po śmierci Jana Pawła II została wydana książka „Świadectwo”, czyli wywiad rzeka Stanisława Dziwisza z klęczącym dziennikarzem (czekam na wywiad rzekę z wysoko postawionym duchownym, przy którym przeprowadzający go dziennikarz nie będzie klęczał, tylko będzie dziennikarzem, ale się chyba nie doczekam), w której Dziwisz opowiadał o prawie czterdziestu latach u boku Jana Pawła II. Kiedy została wydana, miałem 13 lat i dostałem tę książkę od babci. Przeczytałem ją wtedy, a teraz ją sobie przypomniałem pobieżnie (pobieżnie, bo nie chciało mi się czytać pytań, sorry, „pytań” dziennikarza, bo są tak przewidywalne, że mogłaby je wygenerować sztuczna inteligencja) i w świetle tego, co w ostatnim czasie przeczytałem o Kościele i co zobaczyłem w reportażach Gutowskiego, wiele kwestii nabiera podwójnego znaczenia.

W „Maxima Culpa” Ekke Overbeek pisze o bardzo wyraźnym zainteresowaniu biskupa Wojtyły podległymi mu parafiami. Potwierdza to Dziwisz: „Jako ordynariusz starał się przebywać w parafiach jak najdłużej. Czasami wizytacje trwały kilka tygodni. Brał udział w uroczystościach liturgicznych i w zajęciach proboszczów. (…) Spotykał się z rodzinami wielodzietnymi i rodzinami, z których wywodzą się kapłani. Zapraszał na Mszę świętą małżonków dla odnowienia przysięgi małżeńskiej. Pragnął zatrzymać się przy każdej rodzinie, aby przyjrzeć się jej z bliska i wspólnie z nią się pomodlić. Wielką uwagę poświęcał młodzieży. Nie mógł odwiedzać jej w szkołach, gdyż nie pozwalały na to władze, dlatego w kościele spotykał się z dziećmi i młodzieżą uczęszczającą na lekcje religii oraz z nauczycielami”. Jak człowiek tak zainteresowany życiem swoich parafian mógł ignorować to, że podległy mu ksiądz Lorenc wkłada penisa w usta kilkuletnich dziewczynek?

Dziwisz potwierdza również duże znaczenie Wojtyły jeszcze jako biskupa pomocniczego; „Ze względu na ciężką chorobę arcybiskupa Baziaka, młody biskup pomocniczy zmuszony był do samodzielnego podejmowania decyzji”.

Ksiądz Saduś, „bohater” książki Overbeeka i filmu Gutowskiego, został wysłany jako kukułcze jajo do Austrii. Adresat kłopotliwej „przesyłki” chyba nie był przypadkowy, ponieważ Jan Paweł II doskonale znał się z arcybiskupem Wiednia – Dziwisz: „Szczególnie godna odnotowania jest jego przyjaźń z kardynałem Franzem Königiem, metropolitą Wiednia, który w dużym stopniu przyczynił się do otwarcia granic Polski. Był jednym z pierwszych purpuratów, którzy pomimo panowania reżimu komunistycznego przybyli do Polski w celu nawiązania kontaktów.”

Ostatnio próbuje się z Jana Pawła II robić ofiarę rzymskiej kurii, wiadomo, car dobry, bojarzy źli. No to trochę się to nie styka z obrazem, jaki przekazuje w książce Dziwisz (podkreślenia moje): „Watykan jest <strukturą>, która oczywiście narzuca pewne zasady i określone zachowanie, obowiązujące również papieży. A jednak każdy z nich swą osobowością potrafił odmienić sytuację, dyktując wielkiej watykańskiej <machinie> własny styl bycia, nie tylko na płaszczyźnie duchowej, ale także ludzkiej. Karol Wojtyła radził sobie z tym doskonale, o czym przekonałem się osobiście. Na początku, niewątpliwie, była w nim pewna tęsknota do przeszłości nacechowanej większą swobodą i mniejszym rygorem protokolarnym. Szybko jednak dostosował się do nowej roli. (…) Zbliżał się czas obiadu. Jan Paweł II zawsze zapraszał do stołu inne osoby. Dzięki temu dowiadywał się, co dzieje się na świecie i we wspólnotach chrześcijańskich. Na obiedzie bywali odpowiedzialni różnych kongregacji, którzy dokładnie informowali Ojca Świętego o pracy danej dykasterii. Podobnie, w przypadku przygotowywania podróży apostolskiej lub jakiegoś dokumentu, zapraszano osoby zaangażowane w daną sprawę. (…) Pod koniec dnia, na wieczornych audiencjach, przyjmował swoich najbliższych współpracowników: w poniedziałki i czwartki sekretarza stanu, we wtorki substytuta, w środy sekretarza drugiej sekcji Sekretariatu Stanu, zwanego przez dziennikarzy <ministrem spraw zagranicznych>, w piątki prefekta (od 1981 roku był nim kardynał Joseph Ratzinger) lub sekretarza Kongregacji Nauki Wiary, a w soboty prefekta Kongregacji ds. Biskupów. (…) Dom Jana Pawła II był zawsze otwarty. Papież lubił przebywać z ludźmi, słuchał ich, interesował się ich sprawami, poruszał różne tematy. (…) Papież chciał być zawsze poinformowany o wszystkim. Czytał przegląd prasy i <L'Osservatore Romano>, a wieczorami oglądał telewizję. Telewizor stał w jadalni, po jego lewej stronie. (…) Każdy papież rządzi Kościołem i kurią w sposób, który najbardziej odpowiada jego osobowości, wrażliwości, jego wizji wspólnoty Kościoła. Tak też czynił Jan Paweł II. Jego autorytet moralny, jego działanie i przedsięwzięcia wyznaczały linie programu nauczania, który był realizowany z pełnym przekonaniem przez poszczególne dykasterie. Należy podkreślić, że Papież cenił pracę kurii rzymskiej, a współpracę z nią uważał za niezbędną. Pozostawiał jej dużą swobodę w przygotowywaniu dokumentów, darząc szacunkiem osoby tam pracujące. Ale ostatecznie to on sam podejmował decyzje. (…) Jan Paweł II miał zawsze pod ręką duży atlas geograficzny, na którym zaznaczone były kraje i diecezje całego świata. Znał na pamięć nazwiska biskupów każdej z nich. Kiedy przybywali na audiencję, nie musieli mu nawet przypominać, skąd pochodzą”. I ja mam wierzyć, że nie wiedział o tym, co się odpierdalało z Degollado, McCarrickiem, co się działo w Irlandii, co od połowy lat 80. wychodziło na światło dzienne w USA…?

Ekke Overbeek zwraca uwagę w swojej książce na złagodzenie prawa kanonicznego pod względem kar dla księży pedofilów. Dziwisz o pracach nad prawem kanonicznym z 1983 roku powiedział tak: „Potwierdza to fakt, gdy po długim i żmudnym procesie aktualizowania kodeksu prawa kanonicznego, przyniesiono Ojcu Świętemu kopię ostatecznej wersji tekstu. Autorzy przekonani byli, że praca została zakończona. Papież jednak wezwał ich do siebie i powiedział, że po trzykrotnym przeczytaniu dokumentu znalazł kilka punktów, do których należy powrócić”. Innymi słowy, papież trzymał rękę na pulsie i nie dałby sobie wcisnąć do tego prawa kanonicznego czegoś, z czym by się nie zgadzał.

Marcial Maciel Degollado to wielki nieobecny tej książki. Jego związki z Dziwiszem (na przykład kwestia tego, że Dziwisz nominację biskupią świętował w rzymskiej siedzibie Legionistów Chrystusa) są oczywiste, ale w 2007 roku już nie należało wspominać o tej postaci, ponieważ dobranie mu się do skóry było jedną z pierwszych rzeczy, jakie zrobił Ratzinger po zostaniu papieżem. W „Świadectwie” pojawia się fragment, który dotyczy ruchów takich jak ten stworzony przez Degollado. „Wspierał wszelkie zdrowe ruchy w Kościele, oczywiście nie podważając nigdy wartości parafii, ponieważ dostrzegał w nich wielką siłę duszpasterską i potężne źródło powołań kapłańskich. Nie myślał nigdy, żeby ruchy miały stanowić niebezpieczeństwo i stać się przedsionkiem prowadzącym do sekciarstwa lub co gorsza - rozbijania wspólnoty kościelnej. (...) Z pewnością zawdzięczamy im ożywienie ducha, które przyczyniło się do powstania nowych form apostolatu, a zarazem zaangażowania społecznego. Dzięki temu dziś Ewangelia dociera tam, gdzie kiedyś było to niemożliwe, szczególnie do licznych grup młodzieży. Jest nadzieja, jak mawiał Jan Paweł II, że proces dojrzewania tych ruchów umożliwi kształtowanie dojrzałych chrześcijan, prawdziwych świadków wiary we wszystkich sferach społeczeństwa, od rodziny po kulturę i politykę”. „Potężne źródło powołań kapłańskich” – tym właśnie byli Legion Chrystusa. Oprócz tego byli niczym sekta, której członkowie przysięgali milczenie na temat ich guru, a on ich molestował.

Pedofilia pojawia się w książce raz. „Gdyby owi dziennikarze przeanalizowali czas pomiędzy rokiem 2000 a 2005, musieliby wyznać: mea culpa, bo również te lata były znaczące. Pełne były dramatów, cierpienia z powodu tego wszystkiego, co zdarzyło się w świecie, począwszy od zamachu na World Trade Center, czy wewnątrz samego Kościoła - jak przypadki pedofilii w Stanach Zjednoczonych lub sprawa arcybiskupa Milingo”.

Pojawiają się też znajome nazwiska. „Za pierwszym razem zorganizowaliśmy, że tak powiem, <ucieczkę>. Od jakiegoś czasu pragnęliśmy, aby Ojciec Święty nie tylko jeździł na nartach, ale aby mógł przyjrzeć się życiu codziennemu innych ludzi. Postanowiliśmy spróbować. Nie pamiętam, kto wpadł na ten pomysł, pewnie zrodził się on podczas rozmowy przy stole. Ksiądz Tadeusz Rakoczy (dziś biskup diecezji bielsko-żywieckiej), który znał okolice, gdyż jeździł tam na nartach, zasugerował miejscowość Ovindoli. Dla pewności, dwa czy trzy dni wcześniej, wraz z księdzem Józefem Kowalczykiem (obecnym nuncjuszem apostolskim w Polsce) udał się <na zwiady>, aby uniknąć niespodzianek. Jeśli dobrze pamiętam, było to 2 stycznia 1981 roku. Wyruszyliśmy około dziewiątej rano samochodem księdza Józefa, żeby przy wyjeździe z pałacu w Castel Gandolfo nie zwrócić na siebie uwagi stojących na warcie gwardzistów szwajcarskich. Prowadził ksiądz Józef, obok niego siedział ksiądz Tadeusz z rozłożoną gazetą udając, że czyta, aby <zakryć> siedzącego z tyłu Ojca Świętego. Ja siedziałem obok. Ksiądz Józef jechał bardzo ostrożnie, przestrzegał dozwolonej prędkości i zwalniał przed przejściami dla pieszych. Można sobie wyobrazić, co by się stało, gdyby doszło do jakiegoś wypadku lub gdyby popsuł się samochód!” Wspaniała historia zza kulis, sielska sceneria z ks. Józefem, który wbrew wszystkim watykańskim regułom był wieloletnim nuncjuszem apostolskim w Polsce i tak nam wspaniale umeblował Episkopat, że rzygać się chce, jak się na tych ludzi patrzy, a kto to obok? Ks. Rakoczy, który w 2021 roku został „ukarany” przez Watykan za tuszowanie kościelnej pedofilii. Naprawdę wspaniałe środowisko.

Dobór współpracowników w znaczący sposób nie pojawia się przy temacie Chile. „Trudna była również podróż do Chile. Niektórzy wyraźnie próbowali nią manipulować, inni natomiast pragnęli wykorzystać sytuację do zdyskredytowania na płaszczyźnie międzynarodowej reżimu Pinocheta. (...) Wówczas nikt o tym nie mówił, iż Ojciec Święty został niejako <zmuszony> do pojawienia się na balkonie pałacu prezydenckiego”. Dziwisz „zapomina” powiedzieć o tym, że to pojawienie się na balkonie zorganizował Angelo Sodano, nuncjusz apostolski w Chile, któremu Jan Paweł II w ramach surowej kary za zrobienie z papieża kumpla Pinocheta… Dał ciepłą posadkę w Watykanie i zrobił z niego jednego z najbliższych współpracowników.

Po tym jak już wiemy, że Karol Wojtyła ignorował ofiary księży pedofilów jako biskup, kardynał i w końcu jako papież, i nigdy z żadną z tych ofiar nie chciał się spotkać, gorzko brzmią teksty Dziwisza takie jak „Karol Wojtyła przygarniał wszystkich z szacunkiem i z miłością. Każda kobieta, każdy mężczyzna - każdy człowiek był dla niego tak samo ważny” czy „Niekiedy odnosiło się wrażenie, że Papież jako jedyny bronił zasad moralnych. On świetnie zdawał sobie sprawę z tego, że jedną sprawą jest ocena mediów, a inną osąd ludzi,nawet niekoniecznie katolików. W tym tkwił geniusz Karola Wojtyły - nie dać się podporządkować prasie, i nie ulegać pesymizmowi”, a „zawsze powtarzał, że od ukształtowania młodych pokoleń zależeć będzie przyszły stan społeczeństwa i narodu” brzmi niemalże ironicznie.

Być może gdyby polski Kościół nie ukremówkował tak papieża, że najbardziej naturalną reakcją na tę przesadę są memy z rzułtą mordą, tak bardzo, że stał się pomnikiem, którego tekstów nikt nie czyta, gdyby go nie zredukował do surowego nauczania w kwestii aborcji i antykoncepcji, i tych cholernych kremówek, to dzisiaj stanowisko papieża w innych kwestiach też miałoby rację bytu. Na przykład w kwestii uchodźców: „W Tajlandii odwiedził jeden z dziesięciu ogromnych obozów dla uchodźców z południowo-wschodniej Azji. Zwrócił się wtedy z gorącym apelem do wspólnoty międzynarodowej, aby wzięła na siebie odpowiedzialność za rozgrywający się tam dramat. W samolocie pewien dziennikarz powiedział: <Wasza Świątobliwość poruszył polityczny problem uciekinierów...>. A on na to rozgniewanym głosem: <To jest problem ludzki! Ludzki! Nie polityczny! Sprowadzanie go do kwestii politycznej to pomieszanie pojęć. Podstawowym wymiarem człowieka jest wymiar moralny!>” czy w społecznych korzeniach radykalizmu – „Także dlatego, że - jego zdaniem - wzrost plagi terroryzmu wynikał również z wielkiego ubóstwa, z bardzo ograniczonych możliwości edukacji i rozwoju kulturalnego, na które cierpiało wiele narodów arabskich, a zatem, żeby zwalczyć terroryzm, należało jednocześnie wyeliminować ogromne dysproporcje społeczne i gospodarcze pomiędzy Północą a Południem”. Ale to nauczanie odeszło w zapomnienie, bo było niewygodne. Zostały kremówki, aborcja i antykoncepcja. A jeżeli okazuje się, że ten wielki autorytet moralny w dupie miał gwałcenie małych dzieci, to nie ma żadnego powodu, żeby zwracać uwagę na jego nauczanie moralne w kwestii tak podstawowej i nikomu nieszkodzącej, jak używanie pieprzonej prezerwatywy.

W każdym razie słowa Dziwisza w świetle nowych faktów stają się kolejnymi punktami aktu oskarżenia Jana Pawła II. Kremówkowego wizerunku Jana Pawła II nie da się obronić w inny sposób, niż ten prezentowany nam przez ostatni tydzień przez naszą wspaniałą prawicę – totalnym jazgotem i histerią, za to bez jakiegokolwiek odniesienia się do ustaleń Gutowskiego i Overbeeka. A innego wizerunku papieża większość Polaków nie zna – i taki stan rzeczy ma miejsce dzięki tytanicznej pracy Episkopatu i księży. Robiąc z papieża kremówkowy posąg, sami wpakowali się w bagno. Gratuluję, świetna robota. 

Tylko ludzi wierzących w Boga, a nie w rzułte cielce, żal.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

„Najtrudniej było zobaczyć znaki od Boga w samym zgromadzeniu”, czyli o zakonnicach i przemocy

1.       SYSTEM W przypadku ukrywania pedofilii w Kościele, mówimy o systemie. O systemie pisze Martel w „Sodomie”, o systemie piszą Obirek i Nowak. O formacji seminaryjnej, która jest jedną z patologii tego systemu, napisał w „Sakramencie obłudy” Robert Samborski i wspominał o tym w „Kamieniu węgielnym” Krzysztof Charamsa. Mam jednak wrażenie, że możemy mówić o jeszcze jednym systemie w obrębie Kościoła Katolickiego – o spirali przemocy i patologii w zakonach żeńskich. Trochę sprowokował mnie   artykuł Jadczaka i Farona ( TUTAJ ) o zakonnicach znęcających się nad podopiecznymi w prowadzonym przez nie Domu Pomocy Społecznej. Oczywiście patologie dotyczą też „cywilnych” DPS, ale n ie będę tu pisać o patologii w systemie opieki społecznej w Polsce, ale o patologicznym świecie, w którym formowane są zakonnice – zakonnice prowadzące (liczby za „Zakonnice odchodzą po cichu”) 372 przedszkola, 50 różnego typu zakładów opiekuńczych i 160 domów pomocy społecznej...

O. Szustak, homoseksualizm i grzech

Obejrzałem rozmowę Karola Paciorka z o. Adamem Szustakiem na kanale Imponderabilia . Wśród wielu poruszanych tematów znalazł się temat homoseksualizmu. Od razu dwa zastrzeżenia: 1)     pominę specyficzny język Kościoła i kwestię rozważań nad słowem „naturalne”, nadmienię jednak, że mam wrażenie, że język kościelnej hierarchii (każdego stopnia) jest czymś, co paradoksalnie tworzy największy mur między Kościołem instytucjonalnym a wiernymi (mniej czy bardziej zaangażowanymi). Paradoks polega na tym, że (patrząc na statystyki dotyczące udziału wiernych w życiu Kościoła) mur ten jest największy w przypadku roczników, które przechodziły przez nawet 12 lat nauczania religii w szkołach; 2)     pominę punkt widzenia osób niewierzących i niekatolików, ponieważ wychodzę z założenia, że nie muszą mieć żadnych oczekiwań wobec nie swojego Kościoła, za to od państwa mogą wymagać skutecznego egzekwowania konstytucyjnego rozdziału państwa od Kościoła (też się go domagam, a...

Jak podejrzany o molestowanie guru sekty został proboszczem w Ukrainie

10 października 2007 roku doszło do eksmisji "zbuntowanych zakonnic" z klasztoru betanek w Kazimierzu Dolnym. Eksmisję minuta po minucie opisała Wyborcza (wszystkie linki na dole). Ale historia zaczyna się dużo wcześniej. Od razu uprzedzam, że pojawią się wątki dotyczące molestowania. O samych betankach nie będzie dużo. Będzie o ich guru. Rok 2002. Co się wtedy działo, opisał M. Dzierżanowski we "Wprost", a WP.pl opisuje, co on opisał. Do prowincjała franciszkanów konwentualnych o. Kazimierza Malinowskiego przychodzi zakonnica i dziewczyna związana z klasztorem betanek. Opowiadają, co się dzieje w zgromadzeniu. "Z ich relacji wynikało, że w trakcie tzw. kierownictwa duchowego zakonnik miał w nachalny sposób dotykać kobiety, twierdząc, że otwiera je tymi gestami na miłość Chrystusa. Wówczas obie nie przedstawiały tego jako formy seksualnego napastowania. <Mimo to zachowanie o. Romana bardzo mnie zaniepokoiło. W efekcie wydałem mu całkowity zakaz jakichkolwiek...