Czy politycy PiS powinni być rozliczeni za machlojki z lat 2015-2023? Tak. Kwestie takie jak Fundusz Sprawiedliwości czy Red is Bad, but pieniążki dobre, wykazują znamiona bezczelnego szwindlu i pasienia się na publicznej kasie, a takie rzeczy zawsze warto rozliczać.
Czy rozliczenia idą za wolno? No nie sądzę. Każda z tych spraw to są ciężarówki akt, które muszą być przekonwertowane na akt oskarżenia, który obroni się w sądzie, a tego się nie robi w dwa dni. To nie są sprawy o kradzież pietruszki, tylko sprawy, w których trzeba trzy razy obejrzeć każdą fakturę i porównać setki godzin zeznań. Częścią rozliczania PiS są te nieszczęsne komisje śledcze, które zajmowały się swoimi działkami dość amatorsko, ale działały przez kilka miesięcy (a komisja ds. Pegasusa działa dalej) i produkowały kolejne tony materiałów, z których wyszły zawiadomienia do prokuratury - i w prokuraturze ktoś to będzie musiał profesjonalnie przejrzeć.
Mam wrażenie, że osoby, które psioczą na tempo rozliczeń nie zdają sobie sprawy z tego, że wsadzenie do więzienia polityka opozycji zawsze budzi duże zainteresowanie i jest rozpatrywane pod kątem możliwej zemsty politycznej. I nie mam na myśli PiS. PiS już wyje i będzie wył, wiemy też, że nie potrzebuje do tego wycia ani aktów oskarżenia, ani nawet tych zatrzymań, ani generalnie żadnego realnego powodu. Natomiast wsadzeniu polityka opozycji do więzienia wywoła szum również na poziomie instytucji europejskich. Wykazanie przed np. Europejskim Trybunałem Praw Człowieka, że kierowana przez Bodnara prokuratura nie dopełniła procedur i należytej dokładności przy badaniu materiału zebranego w śledztwie, byłoby kompletną kompromitacją. Kompromitacją byłoby również uznanie przez polski sąd, że śledztwo było niedokładne, a taka decyzja mogłaby zapaść szybciej - na przykład przed wyborami. Skala porażki byłaby druzgocząca. A przecież to właśnie proponują zwolennicy przyśpieszenia rozliczeń. Zdaję sobie sprawę, że większość Silnych Razem może nie pomieścić w głowie związku przyczynowo skutkowego pomiędzy ilością materiału dowodowego a czasem trwania pracy prokuratury, ale nie wierzę, że nie potrafi tego zrobić prokurator z 30-letnim doświadczeniem. Nawet rejonowa.
Jestem tak stary, że pamiętam słynny audyt rządów PO-PSL, który odbył się w maju 2016 roku. Miało być pierdyliard zawiadomień do prokuratury, wyszło 40, po dwóch latach większość spraw umorzono, a aktów oskarżenia były wówczas dwa. Część ministerstw nawet zawiadomień nie złożyła, chociaż ich przedstawiciele produkowali się na mównicy sejmowej. Czyżby 8 lat rządów PO-PSL to czas rządów ludzi krystalicznie uczciwych? Wątpię. To raczej kwestia kompletnej amatorszczyzny i robienia audytu pod kilkudniowe show, obliczonego na "a może się coś przyklei". Rozliczanie PiS nie może być taką amatorszczyzną, chociaż w wykonaniu tych komisji śledczych często zwykle było. Bądźmy kurwa poważni.
Adam Bodnar może nie ma doświadczenia jako prokurator, ale nie mam poczucia, żeby w kwestii rozliczania polityków PiS zachowywał się jak amator czy showman, który kreuje swoje wypowiedzi tak, że może da się zrobić z tego tik toka orzącego polityka PiS, ale z których absolutnie nic nie wynika (panie Joński, pani Filiks, pozdrawiam, ja naprawdę straciłem zbyt wiele mojego życia, oglądając te popisy). Bodnar zdaje się rozumieć, jaki ciężar gatunkowy ma osadzenie politycznego oponenta w więzieniu. Ale są też osoby, które nie podzielają mojego zdania.
Prokurator Ewa Wrzosek jest ostatnio nadaktywna medialnie i nie miałbym nic do zarzucenia, jeśli opowiadałaby o technicznej stronie zawodu, o tym jak w rzeczywistości wygląda praca prokuratora, o problemach z tym związanych, o tym, jakie patologie mogą występować w tak hierarchicznej strukturze i tak dalej. Ale ona dość bezpardonowo personalnie atakuje Bodnara, co jest niedopuszczalne z punktu widzenia takiej podstawowej zasady służby państwowej, jaką jest zasada lojalności. Ona nie jest nieograniczona - nie obejmuje na przykład sytuacji, w której dochodzi do mobbingu i tym podobne. Tutaj zarzutem jest nie dość szybkie rozliczanie oponentów, kwestionowanie kompetencji prokuratora generalnego (co jest po prostu działaniem na szkodę wizerunku prokuratury) i złe zarządzanie prokuraturą. Moim zdaniem jest to niewłaściwe i nieodpowiedzialne, również ze względu na to, że podważa zaufanie społeczne do działań prokuratury - również w kwestii rozliczania PiS.
Ewa Wrzosek powiedziała również coś, co nie powinno nigdy paść ze strony prokuratora, a jeśli zaistniało w jego głowie, to powinien rozważyć zmianę pracy. "To nie jest ten czas, aby ściśle, w sposób pozytywistyczny trzymać się litery prawa". I nie mówcie mi o kontekście - pokażcie kontekst, w którym prokurator ma prawo powiedzieć, że to nie jest czas, żeby się ściśle trzymać litery prawa. Wcześniej chyba dość jasno wyjaśniłem, czemu uważam, że w sprawie rozliczania PiS prokuratura musi być jak żona Cezara. A żona Cezara nie tylko nie może pójść w tango z oddziałem gwardii pretoriańskiej - nie może również powiedzieć, że chciałaby to zrobić. A powyższe słowa to raczej te drugi gatunek przewiny. Sprzątanie po PiS na polu burdelu prawnego jest dlatego skomplikowane, bo trzeba w sposób absolutnie praworządny posprzątać po władzy, która w pompie miała przepisy. Droga na skróty prowadzi do bagna śmierdzącego trupem - tak samo jest w przypadku rozliczania PiS.
Takie występy medialne dają PiSowi możliwość bardziej merytorycznego wycia (co jest zasadniczo na szkodę rozliczania PiS) i są korzystne jedynie dla Ewy Wrzosek, która sprawia wrażenie, jakby ją prokuratorska toga zaczęła uwierać, a w ten sposób buduje sobie rozpoznawalność i kapitał, dzięki któremu za 3 lata prawdopodobnie zobaczymy ją na listach wyborczych. To nie ma nic wspólnego z chęcią rzetelnego rozliczenia polityków PiS, a wręcz działa na szkodę tego procesu.
Komentarze
Prześlij komentarz